Córka vs. Matka

Oczywiście rano znowu doszło do spięcia. Siedzę teraz i popijam kawę z cynamonem na pocieszenie, ale i tak jestem zła na siebie, że dałam się sprowokować.

Z Młodą nigdy nie było miło, łatwo i przyjemnie. Zawsze wszystko szło, jak po grudzie. Albo były rzeczy takie, jakie sobie ona wymarzyła, albo żadne.Podejrzewam, że mogłabym napisać książkę o jej dziwactwach. Przykład? Proszę bardzo.

BUTY. Od 5 tygodni próbuję kupić Młodej buty na wiosnę. Nogi jej rosną, jak zwariowane i buty, w których chodziła jesienią są za małe. I tu napotykamy pierwszy problem. Bo Młoda jest elastyczna, niczym betonowy blok. Przyrosła do glanów i gdy mierzy, jakiekolwiek inne buty, to okazują się one niewygodne. A kiedy już znajdziemy buty, które może i są, choć w części wygodne, to nie są one ładne lub (moje ulubione, wrrr!) nie są w jej stylu. Wygląda na to, że Młoda będzie chodziła w glanach do następnej zimy. No chyba, że wymarzone obuwie pojawi się samoistnie na horyzoncie i łupnie Młodą w sam środek czaszki. Mam nadzieję, że tak właśnie się stanie. To znaczy, że pojawi się na horyzoncie, a nie że walnie ją w czachę… Choć… Hmmm… Pozostawmy to w sferze „słów niewypowiedzianych”.

JEDZENIE. Moja córka uwielbia monotonię na talerzu. Na śniadanie ostatnio (ostatnio – oznacza od września), jada płatki z mlekiem. Zmieniła ich rodzaj tylko raz, gdy jej się poprzednie znudziły. Wyobrażacie sobie to? Codziennie jeść to samo? Przy kolacji górują bułki z serkiem topionym. Te mają nieco krótszy staż, bo je je od kilku tygodni. Cudem jest wmuszenie w nią jarzyn. Najczęściej ma to związek z małym szantażem, gdy zagrożę jej badaniami krwi (Młoda, jak ognia boi się pobierania krwi z żyły). Na szczęście to ja gotuję obiady, bo inaczej przez cały czas jedlibyśmy zupę pomidorową. Lub rosół. Z owocami jest równie beznadziejnie, ale czasem bez proszenia zje banana lub jabłko. Nie wiem z czego ona czerpie siły?

SAMODZIELNOŚĆ. Ogólnie Młoda potrzebuje służby, która by ją wyręczała w różnych rzeczach. Myślę, że powinna była urodzić się w jakiejś rodzinie książęcej, bo na małą, wredną księżniczkę pasuje, jak ulał. Codziennie zamęczałaby służbę rozkazami: uczesz mi włosy, daj mi to, podaj mi tamto, pomóż mi! Brrr. Na samą myśl mam dreszcze.
Młoda jest też niezłą manipulantką. Do niedawna próbowała na mnie tekstów: „jestem taka biedna, tata mnie porzucił” lub „nie mam taty, a mama ma nową rodzinę”. Teraz wie, że z Matką samo zło lepiej nie pogrywać i nie otwiera już tego okienka. Matka z drugiej strony solidnie zabiła je dechami.

UPÓR. Kiedyś, kilka lat temu, podczas wakacji, przeszła samą siebie. Uparła się, że będzie ubierać tylko jeden podkoszulek i jedne spodenki. Ponieważ spędzało lato u ciotki, ta zamiast twardo postawić na swoim, dla świętego spokoju uległa. I biedna ta ciotka (ale według mnie -też wariatka) codziennie wieczorem prała podkoszulek i spodenki, by dziecko miało na rano czyste ubranie.

Puenta? Puenty brak. Nieco mi ulżyło, ale i tak narażę się tym postem na pyskówki, bo „kto pozwolił mi narażać jej dobre imię?” Dobre imię Młodej, żeby nie było niedopowiedzeń.

Miłego dnia!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Młoda i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

47 odpowiedzi na „Córka vs. Matka

  1. ~patka pisze:

    oo.. jeszcze parę lat temu jakbym przeczytała ten tekst, pomyślałabym, że to moja mama prowadzi bloga ;).
    nie było łatwo, nigdy nie dzieliłam się z mamą i nie dzielę. wiem za to, że zawsze jest przy mnie.
    mnie wyprostowało życie. spokojnie, każdy musi przejść przez swoje dziwactwa.
    pozdrawiam i życzę cierpliwości

  2. ~mamcia12 pisze:

    Wiesz co? powiem Ci szczerze że ja Ci się dziwie… dziecko jakie jest takie jest,… charakteru nie zmienisz ale zachowanie owszem… ja mam 3letnią córkę, która nie ma prawa na swoje fochy… Tzn nie ma prawa… fochy czasami stroi jak to dziecko ale ja nie ulegam im za każdym razem… czasami jej odpuszczam ale na głowę tak jak Ty nie daję sobie wejść… może ktoś powie że moja córka jest za mała żebym mogła się tu wypowiadać ale moim zdaniem to właśnie od najmłodszych lat dziecko trzeba uczyć i kształtować… dzięki temu że teraz córka wie że nie może mieć wszystkiego później nie będzie się zachowywać jak Twoja córcia czyli jak księżniczka… Myślę że musisz trochę nad nią zapanować… ‚Pobaw’ się trochę w pana i władcę i to Ty dyktuj warunki… może coś się zmieni… Pozdrawiam i trzymam kciuki:)

    • ~gosc pisze:

      Powodzenia w wieku 3 lat dziecko zrobi co zechcesz. Poczekaj ,aż wejdzie w okres dojrzewania kiedy rodzic to twój wróg śmiertelny.

      • ~mamcia12 pisze:

        o to właśnie chodzi… żeby dziecko od małego uczyć to później nie będzie rozkapryszone i lżej pójdzie:)

        • ~Kania pisze:

          No to niestety jest tylko marzenie. Dziecko wchodzi mniej wiecej w wieku lat 11-13 w okres tzw buntu. Po prostu psychika zaczyna dojrzewac w aspektach, ktore do tej pory nie istnialy. I z „wychowanego” dzieciaka robi sie diable wcielone.

          Zreszta wystarczy poczekac na pierwszy lepszy kryzys rozwojowy… U nas obecnie takowy kroluje i moja 7-miolatka z dziecka idealnego zamienila sie w diablecie. Placze, pyskuje, na kazdy temat ma wlasne zdanie (oczywiscie przeciwne niz nasze). Mozna powiedziec ze cale wychowanie diabli wzieli. Ot tak po prostu.

  3. ~madamepologne pisze:

    Jakbym czytała opis siebie za młodu. Daj jej spokój. Jak chce chodzić w glanach wiosną i latem, niech chodzi. Jak wyrośnie z glanów będzie żałować, bo w sandałkach na obcasie odciski po glanach noszonych w upale nie wyglądają zbyt ładnie.
    Jeśli chodzi o jedzenie, to też jej daj spokój. Za kilka lat zacznie myśleć o zdrowym odżywianiu i przerzuci się na sałatę :P Na obecną chwilę zaaplikuj jej żelazo w tabletkach i tyle.

    Człowiek uczy się najlepiej na własnych błędach, więc niech się uczy.
    Wyrośnie ze swoich dziwactw tak jak ja i wiele innych dziewczyn.

  4. ~Kasia pisze:

    Ile Młoda ma lat ? Moja 13 i z punktami Upór, Jedzenie i Buty się zgodzę- córka ma podobnie i mi to nie przeszkadza, nie mam z tym problemu. Nie uważam też że takie dziecko jest „trudne”.

    Samodzielność- no cóż, tu należało by popracować.

  5. ~Maru pisze:

    Hey.
    Nie rozumiem dwóch pierwszych podpunktów. Sorry, ale co ci przeszkadza, że Młoda chce chodzić w glanach i żadne inne buty jej nie pasują? Ja sama uwielbiam moje glany, chodze w nich przez cały rok, reszta mi nie odpowiada i tyle. Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że Młodą ciągasz po sklepach. Może zamiast tego – co osobiście uważam, za strate czasu i energii – siądź z nią przed kompem i niech Ci pokaże buty w jej stylu. Po drugie – jedzenie. Biorąc pod uwagę doniesienia o coraz to nowych dietach i ich skutkach u nastolatek, powinnaś się cieszyć, że ona je – co z tego, że monotonnie? Nie każdy lubi zmiany. Moja matka też myślała, że musi wmuszać we mnie warzywa, dopóki nie zaczełam gotować sama – okazało się, że nie tyle jestem przeciwko warzywom co (uwielbianymi przez moją matkę) rozgotowanymi, warzywnymi papkami i ochydnymi zupami bez smaku. Zamiast tego pojawiły się warzywa niegotowane, w sosach, zupy-kremy (nawet niespecjalne, tylko zwykła zupa potem zmiksowana) i problem się skończył. A jeśli chcesz, żeby jadła ich więcej, zaproponuj na przykład wspólne ugotowanie obiadu, niech wie co je. Ostatnie co napisze – jeżeli wyręczasz Młodą, to przestań to robić, bo tylko ją krzywdzisz. Rozumien np. że warkocza samemu to trudno jest zrobić, ale wyczesać sama to się chyba potrafi, nie? Po drugie – jak następnym razem wpadnie na taki pomysł jak kilka lat temu (co moim zdaniem nie do końca zły, bo ile się miejsca zaoszczędzi), to ‚kay, niech tak będzie z wyraźnym zaznaczeniem – pierzesz sobie sama, tym bardziej, że to lato, to szybko wysycha. Nie wyprane, będziesz chodziła w brudnym. A jak zacznie strzelać fochy, to równie dobrze w bieliźnie może chodzić, a co ty, jej służąca? Naucz ją konsekwencji. Tyle.
    Pozdro

  6. ~xxx pisze:

    Hej!
    Glany są dobrym obuwiem na cały rok, niezależnie od pogody (wiem, bo sama kilka lat w takowych przechodziłam). A jeśli Młodej jeszcze noga rośnie, to kup jej glany rozmiar za duże i do tego wkładki – dłużej w nich pochodzi (bo jak wiadomo, glany tanie nie są…).
    Pozdrawiam :)

  7. ~alexsa pisze:

    a czyja to wina……? tylko i wylacznie twoja nie potrafilas postawic jasnych granic,wiec pertesje do siebie

  8. ~Monika pisze:

    hmm..czytając ten wpis zastanawiałam się ile lat ma Młoda. Ale ile by nie miała współczuje też mam córkę i zastanawiam się jak uniknąć takiego problemu. Zapraszam na swojego bloga ja zmagam się na razie z wiekiem niemowlęcym :)

  9. ~też młoda. pisze:

    Dlaczego ma chodzić w butach, które się jej nie podobają albo są niewygodne? Skoro lubi glany, to pokaż jej creepersy – może spasują. A co do monotonnego śniadania? Jest szybkie, łatwe i przyjemne. W Anglii tak ono właśnie wygląda, nie wiem dlaczego w Polsce musi to być tona szynek, jajek i innych produktów.
    Aczkolwiek owoce są ważne. ;) Może z nich coś jej zaproponuj? Jogurt, musli i pokrojone owoce? Alternatywa dla mleka z płatkami.

  10. ~renata pisze:

    Witam. Nie będę Ci wyjeżdżać z rozpuszczeniem córy, bo uważam, że to nie do końca ma wpływ na to jakie jest dziecko. Ale musisz przyznać, że weszła Ci na głowę. Przykro mi, ale nic z tym już nie zrobisz. Daj jej więcej swobody, niech decyduje sama za siebie. Sama to przerabiałam – jako córka, a teraz jako matka. Jako córka zrozumiałam moje wyczyny dopiero w liceum, kiedy zdałam sobie sprawę, że muszę sama odpowiadać za swoje zachowanie. Jako matka obiecywałam sobie, że nie dopuszczę do takiego zachowania. Niestety temperament mojej córki jest taki jak mój. Zagryzam język i staram się być spokojna. Jeżeli będziesz z nią nadmiernie walczyć zrazisz ją do siebie. Nie możesz też być jej przyjaciółką i matką. Jesteś tylko matką. Możesz jej doradzić ale decyzja jest jej, pod warunkiem, że nie przekracza zdrowego rozsądku. Jak dorośnie więcej zrozumie. Pozdrawiam.

    • ~Kania pisze:

      Oczywiscie, ze mozna byc i przyjaciolka i matka. Warunkiem jest pamietanie, jak to bylo, gdy sie samemu bylo w tym wieku.

  11. ~br pisze:

    hahaha , jako matka polka odbieram ten post wesoło i komicznie , nie wydaje mi się żebym mogła tak nie lubić swojej córki )))))

  12. ~AgaiJula pisze:

    Dzieci są niewdzięczne.Wiem,że może to dziwnie brzmieć,ale taka jest prawda.Sama jako nastolatka byłam niewdzięczna i widzę to dopiero kiedy ja jestem matką.Co prawda moja córcia ma dopiero 2,5 roku,ale już potrafi manipulować.Kiedy ja na nią krzyknę,albo czegoś odmówię biegnie do tatusia i na odwrót,a obrażanie się to codzienność.Na szczęście jeszcze dużo nie mówi,ale już się boję co będzie za 5 lat.Widzę pewne podobieństwo do twojej córki w kwestii ubierania się,też ma swoje widzi mi się i nie mam szans tego przeskoczyć.Ktoś może powiedzieć,że jest taka na jaką ją wychowaliśmy,ale ten kto tak powie chyba nie sam nie ma dzieci.Życzę dużo siły w nierównej „walce” i pozdrawiam

    • ~MatkaDwójki pisze:

      Też coś wiem na temat manipulacji;) Starszy (2,5 roku) jest bardzo posłuszny i poukładany. Natomiast Młodsza (12 m-cy) już pokazuje swój charakterek i umiejętność pokazania focha, czy obrażenie się, bo nie dostanie czegoś, czego nie powinna:) A dzieci są traktowane w kwestii „zakazów” tak samo…

  13. ~Benia pisze:

    :)).

  14. ~becia pisze:

    Witaj, przeczytalam prawie jednym ciagiem, wszystko co napisalas. Troche jakbym czytala o sobie. Dlaczego o sobie zaraz Ci napisze (pozwolisz mam nadzieje, ze tak przeszlam na Ty bez pytania?). Co prawda meza mam jednego, wlasciwego jak najbardziej. Tez mamy taka Mloda ma 11 lat (uparta jak Twoja haha ), jest z nami sredniak w wieku lat prawie 10 (ostatnio cos pokazuje rogi) i Bak maly ma 16 miesiecy ;-) Co prawda teraz jestesmy juz od 10 lat wyjechani, jednak wyjechani z Krakowa. Troszke podobienstw jest, zwlaszcza jesli chodzi o relacje z Mloda, tu musisz uwiezyc na slowo ;-)
    Tymczasem sciskam serdecznie i napewno jeszcze zerkne co u Was.

  15. ~Ola pisze:

    Cześć, uśmiałam się, choć wiem, że to nie śmieszne, ja mam też w domu takiego „potwora”, a ma dopiero pięć lat.
    Boję się pomyśleć co będzie za kilka, kilkanaście.
    U nas też są tylko płatki z mlekiem, od zawsze był z tym problem. Dziwactw nawet nie jestem w stanie wymienić, a upór jest jak stąd do Maroka.

    Odnośnie poleceń, jeszcze dochodzi mocno akcentowane „Chcę!”
    Sama ją wychowuję, więc czasem mam ochotę wyrwać sobie wszystkie kudły ze łba, albo utopić się w szklance wody.

    No i niestety inni, którzy z nią zostają przechodzą horror, bo młoda na dzień dobry znakomicie, manipulując ustanawia warunki.

    Pozdrawiam i życzę wytrwałości :)

  16. ~hija pisze:

    co ty kobieto chcesz od glanow… ja chodze w nich od 14 roku zycia i jest git na lato zmieniam jeno na japonki;P w dodadku jedna para starcza na minimum 3 lata (moja rekordowa para to lat 9)
    co do jedzenia… coz widze ze problem taki sam jak z moim synciem tylko ze moj to by najchetniej jadl wszystko osobno
    co do ubran… jak znowu przyjdzie jej pomysl chodzenia w jednym zestawie ubran dzien w dzien najlepiej zeby sama prala to wtedy szybko zacznie lubic zmienac zeczy dzien w dzien ;P
    natomiast co do stanu emocjonalnego typu potrzebuje sluzby… coz jak bym czytala o sobie w latach mlodzienczych a i w sumie to i teraz mi sie cos takiego marzy… ehh

  17. ~Misiek pisze:

    Fantastyczny tekst. Wiem, że to samo życie, ale żeby je fajnie opowiadać trzeba mieć talent. Gratuluję i córce (bo wie czego chce) i mamie, bo choć trochę narzeka, to przecież bardzo swoją córkę kocha. I jak to się ostatnio mówi ” tyle w tym temacie”.
    Pozdrowienia.

  18. ~demirja pisze:

    … a gdzie byłaś kiedy rosła ta Księżniczka? A kto małą dziewczynkę we wszystkim wyręczał, bo to wygodne i szybkie było? No i co ci przeszkadza w czym ona chodzi – takie problemy to wierz mi, nie jedna by chciała mieć zamiast tych co ma.
    Rozumiem, że jest to upierdliwe i męczące, ale jeśli wszystkie takie są Twoje problemy to tylko pozazdrościć.

  19. ~wiki pisze:

    Eeee…wkurzona matka, to wkurzona córka, przyjmij nastolatkę z dobrodziejstwem inwentarza, jedzeniem bym się nie przejmowała dopóki nie skarży się na ból brzucha, jak chce chodzić wglanach latem, niech chodzi, najwyżej nogi będą jej „trochę” śmierdzieć, zagrywki typu jestem biedna są jednak niebezpieczne i ne daj się na nie nabrać. Ja swojej mówię: wiem, że jestem fatalną matką, ale i tak najlepszą jaką masz:-) i śmiejemy się razem i idziemy na kawę z bitą śmetaną…

  20. ~jula pisze:

    Oj znam ten typ….dzisiaj nawet kolega syna zadzwonił na domofon czy G może wyjść jeśli on mu posprząta w pokoju i pomoże w lekcjach….Na dodatek biednego syna ta „bolał brzuch”, ze brat za niego mi pomagał. Tylko chyba konsekwencja i brak wzruszenia może zadziałać.

  21. ~sadeem pisze:

    Jakbym czytała o mojej siostrze :) 10 lat ma. Matka wymyka się do pracy i przez ledwo uchylone drzwi rzuca: to weź ją ubierz i poczesz! I znika jak Struś Pędziwiatr. Wchodzę do pokoju. „Ubierz się w coś młoda, to pójdziemy do parku”. To nie, to ją gryzie, to jest za duże/za małe, nie ten kolor, niewygodne… kończy się wywalaniem z szafki wszystkich ciuchów, czasem rzucaniem nimi w nią, bo szlag mnie trafia, jak można w pełnej szafie nie widzieć jednego nawet ciucha który „może być”? Zanim coś wywojujemy, odechciewa się iść gdziekolwiek. Nie jestem cierpliwa. Następnie podobny koszmar z włosami. Jeszcze nie dotkniesz, już boli. Wierci się jak mała wsza. Na szczęście już z nimi nie mieszkam i dzięki temu unikam codziennych wojen ;) Z butami i jedzeniem tak jak opisałaś. Z uporem czasem też. Pozdrawiam

  22. ~SmokAnnaOla pisze:

    Skąd ja to znam :D

  23. ~trusia pisze:

    Nie rozumiem sensu takich wywnętrzeń. Z innej beczki. Do czego potrzebny ci mój adres mailowy?

  24. ~kpt. pisze:

    Każdy ma takie dzieci na jakie zasługuje!

  25. ~k0ksiara pisze:

    em też wydaje mi się jak bym o sobie czytała … i chodź mam już swoje lata wiem, że miałam racje jako małolata :) Jeden zestaw ciuchów a i owszem, a wiesz dlaczego bo reszta nie nadawała się do użytku ,wyglądała komicznie np. mama kupiła mi coś w stylu dresów(komplet) różowo-fioletowy , który wyglądały jak zdjęte z klowna serio do tej pory jak se przypomnę to mną wstrząśnie i za każdym razem kiedy jechaliśmy do „ludzi”wciskała mnie w ten o to ciuch w którym czułam się potwornie.Kiedy już owy dres sięgał mi do kostek i wyglądał jeszcze gorzej (sprany,przymały,wyszarpany)ona nadal mnie w niego wciskała twierdząc że tak pięknie wyglądam .Taaa tylko dla kogo. Więc czasami się zastanów że jeśli tobie się wydaje że coś jest super dla córki może takie nie jest. :) Taka moja sugestia.
    A co do podaj to podaj tamto …. Bez komentarza ale coś z tym musisz zrobić z tym już teraz co prawda nigdy nie miałam chęci wyręczania się kimś raczej to było „ja sama”,ale znam takich co tak mieli i teraz 2 lewe ręce do wszystkiego także musisz coś wymyślić nie tyle co dla siebie żeby nie zwariować ale i dla córeczki żeby w przyszłości miała lżej .

    • ~ojczym samo zło pisze:

      Kiedy po raz 10 jedziesz, do kolejnego, centrum handlowego po „coś” do ubrania i wracasz z pustymi rękami to naprawdę ręce opadają i ma się ochotę popełnić zbrodnię.

  26. ~mama pisze:

    Witam :) myślę, że za bardzo się przejmujesz, moja córka 3 m-ce jadła kanapki z musztardą a teraz na nią nawet nie spojrzy :) Daj jej trochę wolności, jest osobnym człowiekiem i powinna mieć więcej swobody. Choć ja też nie na wszystko pozwalam, ale pewnych rzeczy nie warto na siłę forsować. Glany? zrobi jej się gorąco w nogi to sama sandały założy, płatki niech je, moja córa bez porannego kakao nie może żyć, dla niej to jak kawa dla mnie :) syn parówki, jak widzę, że przesadza, nie kupuję udaję, że nie było dostawy :) To trudna praca, ale walczysz z nią, a to nie jest dobre, lepiej stanąć po jednej stronie barykady. Jesteś starsza i mądrzejsza, a wygląda na to, że Twoja córka ma nad Tobą więcej władzy niż Ty nad nią :) Powiedz, że ją kochasz przytul jak się boczy, to daje więcej efektu niż wymuszanie. Pamiętam jak prowadziłam dzieci do przedszkola i płakały, tłumaczenie nic nie dawało, było jeszcze gorzej czas uciekał a dzieci były rozgoryczone i ja miałam wyrzuty sumienia zaczęłam je przytulać i mówić, że je bardzo kocham i że są wspaniali :) efekt cudny 2 min. i spokój, dzieci uśmiechnięte szły do sali. Wszyscy mówią co jest dobre, ale nie mówią jak to zrobić, mów, że kochasz, całuj, przytulaj, okazuj uczucia, a zobaczysz zupełnie inną dziewczynkę :) Powodzenia.

  27. ~korek115 pisze:

    Ha, ha! nastolatki tak mają. I już:)Najfajniejsze było o tych spodenkach i ulubionej bluzeczce:)Na pewno sama by sobie uprała, ale ciocia chciała siostrzenicy dogodzić…Ja też tak robiłam, jak miałam jeden ciuch … ulubiony:)

  28. ~Kania pisze:

    Usmialam sie czytajac komentarze :P

    Jako matka trojga w wieku pomiedzy 18 i 7 lat moge powiedziec jedno. Wychowanie jest zadaniem z gory skazanym na porazke. Jak dziecko dorosnie to sie raptem okazuje w jakiej ilosci obszarow my, rodzice, zawiedlismy. Tak wiec, przy trzecim dziecku podjelam egoistyczna decyzje. Skupiam sie na sprawach, ktore ulatwia nam, jako rodzinie zycie. Swoim zyciem Najmlodsza zajmie sie sama, gdy podrosnie.

    Hocki z butami przerabialam. Gdy Srednia zaczela pomieszkiwac z ojcem ten kupil jej glany. Jeden rok w nich przechodzila. Teraz juz prosi o sandalki na lato. Z ciuchami na szczescie ma „ludzki” styl, wiec wiekszych problemow nie ma.

    Co do „sluzby” to niestety chyba kazde dziecko tak ma, na roznym etapie rozwoju. Najmlodsza obecnie na kazde moje polecenie reaguje tekstem „ale ty/tata tez”. Innymi slowy, jesli ona ma cokolwiek zrobic, to my mamy jej asystowac lub robic to samo w naszym pokoju. Najstarszy dla odmiany przerzucilby wszystkie obowiazki na wszystkich dookola :D

    Tak na prawde cokolwiek nie zrobie, to dopiero zycie nauczy go, ze pewne rzeczy sie robi (podobnie, jak mnie nauczylo). Wiec dbam glownie o wlasna wygode i nie „usluguje” malolatom, czym Najmlodsza doprowadzam czesto do histerii. No bo jak to ona ma sprzatnac pokoj a matka siedzi i gra???

    Licze, ze kryzys rozwojowy minie w ciagu 2 tygodni i na swieta juz bedzie normalnie :)

    Nie przejmuj sie. Ani problemami wychowawczymi ani komentarzami. Ten kto to przezyl – ten zrozumie, a jak ktos nie rozumie, to i tak mu nie wytlumaczysz :D

  29. ~arta pisze:

    No i co? Zmieniło się coś po roku? :) Przeczytałam z zainteresowaniem, ponieważ być może też mnie czeka za jakieś 10 lat , że w domu będę miała ufoludka z wyglądu przypominającego moją córkę, a zachowania…. :) A może mnie to ominie. W każdym razie rozwalają mnie „dobre rady” tych, którzy takowych ufoludków jeszcze w domu nie posiadają (vide wpis mamy 3letniej córeczki) bądź stwierdzają, że nie narzuciłaś jasnych granic (pewnie – za odstępstwo od granic trza lać – najlepiej po mordzie. Gdyby ktoś nie rozumiał – to jest ironia).
    Z tymi warzywami to myślałam, że ten etap się kończy w przedszkolu. Cholerka no. To zła wiadomość na dziś :)

    • Reggie pisze:

      Chyba będę musiała zrobić nowy wpis o Młodej. Wiele rzeczy się zmieniło, ciężko powiedzieć, czy na lepsze. Przede wszystkim ja się przyzwyczaiłam :D Oczekuj w niedalekiej przyszłości nowej notki „Matka vs. córka, pół roku później”. Pozdrawiam ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>