Baba od… muzyki.

Się matka wczoraj wkurzyła. Hormony ciążowe dały o sobie znać i niczym lwica warczała dosyć głośno. Dziś nie jest z tego dumna, jednakże wkurzonko pozostało.

Pamiętacie lekcje muzyki? Śpiewaliśmy piosenki, niezdarnie graliśmy na instrumentach. Nie bez kozery, sale do muzyki były salami najbardziej oddalonymi od innych, bo nieznośna kakofonia dźwięków niejednego mogła powalić na deski. Rysowaliśmy klucze wiolinowe, uczyliśmy się umieszczać nuty, półnuty i ćwierćnuty na pięciolinii. Słuchaliśmy nagrań Filharmonii Narodowej. Uczyliśmy się rozróżniać mazurka od poloneza. Pękaliśmy z dumy, dowiadując się, jak wielu wspaniałych kompozytorów pochodzi właśnie z Polski. Ogólnie lekcje muzyki były przyjemną przerwą w ciągu dnia. Wprawiały nas w dobry nastrój, nie wymagały zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego. Chodziliśmy na nie z przyjemnością.

Inaczej sprawa z muzyką ma się w szkole u Młodej. Na początku jej rewelacje puszczałam mimo uszu. Tłumaczyłam, że wiedza ogólna jest ważna, byśmy mieli możliwość sprawdzenia, co nas interesuje a co nie. Poza tym muzyka i sztuka rozwijają naszą wrażliwość i pozwalają nam w sposób pełniejszy korzystać z wszystkich dóbr tego świata. Nawijałam makaron na uszy i wydawało się, że dopóki dziecko ze mną rozmawia, to rozumie sens chodzenia na niepotrzebne według niej lekcje.

Poniedziałki obfitowały w kolejne dziwaczne historie i komentarze, skierowane nie tylko do Młodej.

A to flet niedobry i wypowiedź pani: „Oj, jakaś ty biedna. Matka nie chce ci kupić porządnego fletu.”

Do koleżanki, która popołudniami uczy się gry na wiolonczeli w szkole muzycznej: „Po co ty tam chodzisz, przecież niczego się nie nauczysz. Grać się nie nauczysz!”

Do syna innej nauczycielki: „Myślisz, że jak twoja matka jest nauczycielką to będziesz miał same piątki? A właśnie, że nie! U mnie nigdy nie będziesz miał piątki!”

„Śpiewamy rzędami. Pierwszy rząd nawet niech nie wstaje, już ma dwóje! Śpiewać nie umiecie!”

I inne tego typu perełki, które umknęły już mojej pamięci.

Ale to, co wzburzyło matkę, wystarczająco już wkurzoną, to tekst:

„Ty jesteś dzieckiem specjalnej troski! Ja nie uczę dzieci specjalnej troski!”

Historyjki są sprawdzone. Skonsultowane z matkami innych dzieci, czy przypadkiem Młoda nie konfabuluje i nie przeinacza. Dzieci zniechęciły się do lekcji muzyki. Chodzą na nią bez radości, z przymusu. Jęczą na samo wspomnienie pani G. A pani tylko syczy: „Jestem jedyną nauczycielką muzyki w tej szkole i tak będziecie musieli mieć ze mną lekcje!”

Wczoraj była okazja na zebraniu poruszyć temat zajęć muzycznych i stosunku nauczycielki do dzieci. Oczywiście wychowawca stanął murem za koleżanką i twierdził, że wszystkie zdania wyrwane są z kontekstu. Wzburzyły się wtedy me hormony i powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia w temacie muzyki w szkole podstawowej. A o kontekście to my dorośli możemy sobie porozmawiać, co nauczyciel miał na myśli lub co chciał powiedzieć, kiedy powiedział coś innego. Stanęło na tym, że pani się zagalopowała w kilku przypadkach i trzeba będzie baczniejszą uwagę zwracać na lekcje muzyki. Ubawiłam się setnie, kiedy na mój komentarz, że Młoda może mieć problem z graniem na flecie, bo jest leworęczna a pani nie uczy grać na lewą rękę, wychowawca stwierdził, że to żadna filozofia, wystarczy zmienić rękę. Miny rodziców na sali były bezcenne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność, Młoda i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

54 odpowiedzi na „Baba od… muzyki.

  1. ~Ciekawa pisze:

    jakoś nie dziwię się zdenerwowaniu, samą mną zatrzęsło z oburzenia ( a w ciąży nie jestem ;) )

    • Reggie pisze:

      I my rodzice nie mamy za wielkiego wpływu na nauczycieli. Można coś działać, ale nie wiadomo, czy to się na dzieciach negatywnie nie odbije.

  2. ~t.vik pisze:

    A ja myślałem, że czasy komuny i władzy totalitarnej odeszły w przeszłość. Rozumiem, że poczucie władzy może odbijać, ale żeby nauczycielce muzyki??
    Wrrr…

  3. ineczka pisze:

    no nie, wierzyć się nie chce, że takie baby jeszcze istnieją….myśli, że jej wolno, bo jest jedyna? co za typ…..szkoda tylko, że dzieci zniechęca do muzyki

    • Reggie pisze:

      Dziwne, że jeszcze istnieją, szczególnie, że Młoda chodzi do całkiem dobrej szkoły i nie spodziewałabym się tam takich okazów muzealnych.

  4. dani pisze:

    Taka przyjemna lekcja, no i żeby zamiast zachęcać, to takie rzeczy dzieciakom gadać… Tacy ludzie nie powinni zostawać nauczycielami…

    • Reggie pisze:

      Chyba nie powinni :)

      • ~Janka pisze:

        Jestem matematyczka, która przepracowała tylko trzy lata w zawodzie. Tragiczne jest to, ze do nauczania nie zniechęciły mnie dzieci, nawet te trudne – najwspanialsze uczucie na ziemi, kiedy taki łobuziak przychodzi i mówi „A proszę pani, ja to już ROZUMIEM” XDD. Zniechęcił mnie pokój nauczycielski i tzw. grono tfu pedagogiczne, a zwłaszcza tekst jednej z polonistek do dziecka z czwartej klasy „Ty się nawet nie staraj, z PGRu jesteś i tak nic z ciebie nie będzie”. Jak można powiedzieć coś takiego dziesięcioletniemu dziecku. Komukolwiek zresztą. Dla mnie współpraca z pedagogami z bożej łaski to było potworne zderzenie z rzeczywistością, całkowite pozbawienie złudzeń, ideałów i utrata wiary w człowieka. Dzieciaki są wspaniaaaaaałe, bardzo mi ich brakuje, nawet tych trudnych momentów i nawet tych naprawdę niegrzecznych, bo tak naprawdę nie ma niegrzecznych dzieci, tylko takie które muszą radzić sobie z problemami przerastającymi ich wiek :((

        • Reggie pisze:

          Szkoda dzieciaków i ich potencjału. A także świetnych nauczycieli, którzy nie uczą.

        • ~Ania pisze:

          Ja mam takie samo odczucie, co do grona pseudo nauczycielskiego. Dać im łopaty i do roboty!!! A sama jestem nauczycielką i najgorsze są przerwy, kiedy trzeba z tym niedouczonym towarzystwem przebywać.

        • ~t.vik pisze:

          To znaczy, że kiedy jeszcze byłaś uczennicą, nigdy nie słyszałaś takich jak opowiadasz wypowiedzi z ust nauczyciela w kierunku uczniów? W mojej szkole (podstawówka 78-86) to było normą :) Ale takich numerów jak opisane we wpisie, to nigdy nie spotkałem.

          • Reggie pisze:

            U mnie w podstawówce, biologiczka miała zwyczaj rzucania fragmentami kości w moją koleżankę, która była co tu ukrywać – otyła i nazywać ją „grubasem i kretynką”. To było straszne. I niestety z tego, co pamiętam rodzice jej nie interweniowali.

  5. ~Marika pisze:

    Tak to właśnie w polskiej szkole bywa, że coraz rzadziej nauczyciele są pedagogami z powołania. Wielu z nich jest w szkole za karę, bo nie mieli innego wyjścia, a „bachorów” nienawidzą, wielu czeka tylko do emerytury itd. A najbardziej cierpią na tym nasze dzieci. Uważam, że nie możemy pozostawać bierni w obliczu krzywdzenia i wyzywania naszych dzieci. Takie rzeczy trzeba zgłaszać odpowiednim władzom. Jeśli dyrektor nic z tym nie zrobi, to sprawę można przedstawić w Wydziale Oświaty lub w Kuratorium.

    • Reggie pisze:

      Takich spraw jest wiele, ale rodzice o tym nie chcą mówić, bo ich dzieci mogą mieć jeszcze gorzej. Smutne.

    • ~mza pisze:

      Jestem na emeruturze, więc z góry wiadomo, że dzieci w wieku szkolnym nie posiadam, z autopsji państwu powiem, że rodzice nie tylko mają możliwości ale prawo „prawo” wykluczyć takiego nauczyciela z prawa do nauczania, wystarczy iść do dobrego psychologa, który zajmuje się daną szkołą i zrobić z takim nauczycielem porządek, tzn. przede wszystkim nie pozwolić swojego dziecka gnoić przez jakąś psychopatkę. Życzę rodzicom walczącym o dobro swoich dzieci wszystkiego najlepszego. Poprostu nauczyciel nie jest świętą krową.

  6. ~leworeczny pisze:

    Co za bzdury wypisujesz z tą leworęcznością! Sam jestem leworęczny i grać uczyłem się normalnie, jak wszyscy inni. Skończyłem szkołę muzyczną z wyróżnieniem! Tylko ćwiczyć trzeba, a nie że wszystkiemu winna nauczycielka! Nie przywiązuj takiej wagi do każdego zdania dzieciaka to i samo przestanie przeżywać… Najgorsze to samo nakręcanie się!

    • Reggie pisze:

      Gratuluję talentu. :-)

    • ~Katka pisze:

      Wiesz, ty może i masz talent ale u wspomnianej Młodej to ma być jako ciekawostka, zaliczenie. Tak jak sprawdzian z matematyki, historii czy fizyki. Trzeba się nauczyć i już. Gdyby chciała iść w kierunku muzyki pewnie siedziałaby godzinami i ćwiczyła ale samo podejście nauczyciela zniechęca do jakiejkolwiek nauki i staje się to męczarnią. Nie porównuj dziecka które chodzi do nieprofilowanej szkoły do ciebie – wychowanka szkoły muzycznej. A co do nieprzywiązywania uwagi – jak powie raz na jakiś czas że taka sytuacja się dzieje no dobra można olac bo kobieta może mieć PMS, ale jeśli co tydzień córka przychodzi i mówi że nauczycielka obraża uczniów to chyba nie można tego tak zostawić. To tak samo jakby twój pracodawca notorycznie wyśmiewał ciebie i twoją pracę przy współpracownikach. Nie sądze żebyś długo został w takiej robocie.

      • Reggie pisze:

        Dokładnie. Nie chodzi tu o to, że Pani każe jej grać, tylko, że notorycznie obraża uczniów. Co do fletu to zawsze można znaleźć alternatywę. Na zajęciach plastycznych są sprawdziany z wiedzy i one uzupełniają oceny z „rysowania”.

  7. ~Maga pisze:

    Miałam podobne zdarzenie w szkole podstawowej, ale miałam szczęście trafić na mądrych ludzi. Jestem wyjątkowo niemuzykalna, nawet gamy nie potrafię zaśpiewać bez okrutnego fałszowania. W pierwszych czterech latach podstawówki mieliśmy nauczyciela muzyki, starszego pana, który jak raz usłyszał moją „produkcję”, stwierdził ze nie będzie mnie prosił o śpiewanie solo, ale mam resztę programu mieć wykute „na blachę”. I tak było, nawet miałam z muzyki piątkę (szóstek wtedy nie było). Niestety ten pan poszedł na emeryturę, przyszła nowa nauczycielka, do której nie trafiały żadne argumenty. Uparła się, że mam jej śpiewać solo, nie przekonały jej nawet argumenty pozostałych uczniów. Wtedy powiedziałam jej że nie będę robić z siebie idiotki. No i zaczęło się – wyleciałam z hukiem z klasy i kazała mi przyjść z którymś z rodziców. Mieszkaliśmy wtedy na peryferiach dużego miasta, dzieci chodziły do jednej szkoły, rodzice znali się, praktycznie wszyscy byli sąsiadami. Również kierowniczka szkoły (wtedy jeszcze dyrektorów podstawówek nie było), osoba bardzo wymagająca, ale nauczyciel z powołania, szanowali ja wszyscy, nawet największe łobuziaki kłaniały jej się z daleka. Poszłam do domu i opowiedziałam co się stało. Ojciec gdy to usłyszał to dosłownie się spienił ze złości, jedna głupia nauczycielka zepsuła jego ciężką pracę, bo miałam z tego powodu dziecięcy kompleks a on zawsze mnie przekonywał że to nie jest ważny problem nie umieć śpiewać. Stwierdził że on pójdzie do szkoły. I poszedł, tylko że od razu do kierowniczki szkoły, która dobrze, jak wszyscy w okolicy, znał. Co ustalili, dowiedziałam się kilka lat później. Pośmiali się ze mnie, stwierdzili że mam niezły charakterek jak na jedenastolatkę. Najważniejsze, że kierowniczka szkoły przyznała mi rację, ale trzeba było zachować autorytet nauczyciela. Nauczycielka muzyki miała zakomunikowane że nie wolno mnie zmuszać do śpiewania ale resztę programu mam znać perfekcyjnie. Od tej chwili nie istniałam dla tej nauczycielki na lekcjach muzyki. Ocenę miałam z klasówek obejmujących znajomość nut i tekstów piosenek. Wcale mi to nie przeszkadzało. Na szczęście ta nauczycielka odeszła ze szkoły po roku i przyszła nowa, młoda bezpośrednio po studiach. Przyjęła do wiadomości że nie każdy jest Marią Callas (prawdopodobnie została poinformowana przez kierowniczkę szkoły o zdarzeniu). Zaraziła nas swoją miłością do jazzu.
    Dlaczego o tym piszę; bo dzięki mądrości ówczesnej kierowniczki szkoły, już od wielu lat nie żyjącej, nie dopuszczono abym znienawidziła muzykę. Lubię jazz, uwielbiam operę, lubię muzykę poważną. Ale miałam dużo szczęścia w tej pierwszej połowie lat sześćdziesiątych – TRAFIŁAM NA MĄDRYCH NAUCZYCIELI! Czego i waszym dzieciom życzę.

  8. ~Mag pisze:

    Mialam taka nauczycielke niemieckiego, w liceum. Przez pelne cztery lata codziennie lecialy takie teksty. Wg niej bylam uczennica trojkowa, w dodatku przez nia mialam gigantyczne kompleksy jesli chodzi o mowienie po niemiecku, a dzisiaj mam doktorat z germanistyki. Baby staram sie nie zauwazac na ulicy…

  9. ~Mag pisze:

    Jestem zdania że dziś brakuje nauczycieli z powołania,
    są tylko karierowicze. Większość z nich nie potrafi wypowiadać się dobrą polszczyzną.
    A ponieważ brakuje pracy to mamusia albo tatuś byli nauczycielami i odchodząc na emeryturę swoje pociechy lokowali na swoich etatach, aby mieli ciepłe posadki.
    Jednocześnie nie wiedząc,że ich dzieci nie posiadają predyspozycji do zawodu.
    Tak właśnie jest w szkołach, że nauczyciel nie potrafi rozmawiać z uczniem,
    to dlatego lepiej ucznia upokarzać i mu ubliżać.Co więcej oni na tych posadkach zarabiają
    całkiem przyzwoite sumy i nie rozumieją, że niejednokrotnie rodziców nie stać na ich
    fanaberie wiec lepiej ucznia upokorzyć przy okazji obrażając rodziców.

    • Reggie pisze:

      Moja przyjaciółka (nauczycielka) twierdzi, że zapału i chęci do pracy starcza na 3 miesiące. To chyba nie ma, co się dziwić…

      • ~kasia pisze:

        kochani jestem „dzieckiem nauczycielskim” mam swoje lata więc wiem jak to wyglądało kiedyś a jak teraz, nie można generalizować, ale prawdą jest że:
        1. nauczyciele nie cieszą się już takim poważaniem jak kiedyś
        2. rodzice potrafią być bardzo problematyczni
        3. brak już czasem takich prawdziwych nauczycieli z powołania
        Moja córka miała szczęście ogromne, jej wychowawczyni w klasach szkoły podstawowej była przewspaniałą kobietą, największy autorytet dla Młodej (czasem było ciężko słuchać: a Pani Beata uczy nas inaczej, nie zrobię tego tak, tylko tak, bo tak nas uczy Pani Beata, ale z drugiej strony podziwiam jak silną pozycję wypracowała sobie nauczycielka) wszystkim życzę takich właśnie nauczycielek!
        jescze wrócę do mojej mamy, podam przykład prawdziwego nauczyciela: w czasach gdy o wszystko było ciężko ona dzieliła się kanapkami z dziećmi które ich nie miały( bo w domu bieda aż piszczy); dziewczynce z domu dziecka kupiła prawdziwą lalkę barbie (dostępną tylko w peweksie) po tym jak się z nią umówiła, że gdy przez cały rok będzie się pilnie uczyła otrzyma taką właśnie nagrodę- bo tylko nauka zaprowadzi ją bardzo daleko. wspaniale jest jechać autobusem w którym dorośli już ludzie (starsi ode mnie) ustępują jej miejsca tłumacząc swoim latoroślom- to Pani J. moja wspaniała nauczycielka:) tego brak już teraz w szkolnictwie …

        • Reggie pisze:

          Polonistka młodej jest wyjątkowo wymagająca i surowa. Dzieciaki początkowo na nią narzekały. Ale teraz ją uwielbiają. Jest sprawiedliwa i ma jasno określone reguły. I to jest przykład nauczyciela, który nie musi podnosić głosu i używać wyzwisk, by dzieciaki go słuchały.

  10. ~kajtek pisze:

    Jestem nauczycielem muzyki w szkole muzycznej. Rozumiem rozgoryczenie mamy, której córka ma problemy z nauczycielką muzyki w szkole ogólnokształcącej. Prawdę mówiąc – nie dziwi mnie to. Cała trudność w szkolnictwie ogólnokształcącym zaczyna się od wyposażenia szkół w odpowiednie narzędzia do nauki. A to niestety jest dosyć drogie. Program nauczania nie uwzględnia takich drobiazgów jak chociażby koszt dobrego fletu prostego. Kiedyś była propozycja, żeby rodzice kupowali dzieciom tylko ustniki do tych instrumentów. Pozwalałoby to zachować konieczną higienę , a dobre jakościowo instrumenty byłyby kupowane przez szkołę i byłyby własnością szkoły. Oczywiście sprawa upadła. A co do nauczycieli – niby przygotowywani przez wyższe uczelnie do pracy z dziećmi, niby odbywają praktyki pedagogiczne, ale prawdę mówiąc niewielu z nich nadaje się do pracy z dziećmi. Bardzo często swoje zajęcia traktują jako „pracę” . Dlaczego tak jest – nie wiem… Ale wiem, że dzieci można zachęcić do nauki muzyki. Dowód? proszę bardzo. No naszej ogólnokształcącej szkoły muzycznej w tym roku na jedno miejsce było sześcioro chętnych dzieci. Ktoś je jednak zachęcił. A może po prostu komuś się chciało.

  11. ~Gosia pisze:

    Coś wam powiem współczesne Matki Polki. Najczęściej bywa tak, że wasze rozpuszczone dzieciaki są nie do wytrzymania. Mój syn ma juz 30 lat. Jak ja byłam w szkole, a potem mój syn to najczęściej rację mieli nauczyciele, a jak nie mieli to patrz pkt 1. Dziesiejsze dzieciaki są po prostu do „zabicia” i ich rodzice też.Wiem, że spotka mnie za to fala krytyki, ale naprawdę spójrzcie na siebie i swoje rozwydrzone, roszczeniowe bachory

  12. ~olo pisze:

    bełkot idiotek

  13. ~Pat pisze:

    Nauczycielom wydaje sie, ze moga uczniom mowic wszystko i ujdzie im to plazem. Do konca zycia nie zapomne jak moja nauczycielka fizyki wypalila przy calej klasie do kolegi, ze bedzie zerem jak jego ojciec alkoholik, co z zulami siedzi pod sklepem… Do tego momentu klasa nie miala pojecia jaka jest sytuacja tego kolegi. Pamietam jak plakal i jak pozniej po wywiadowce wykrecala kota ogonem…

  14. ~zagubiona pisze:

    Nie wiem, ile Twoja córka ma lat, ale kiedy ja byłam w liceum, jedna nauczycielka zwracała się do nas tak: „Co za debilna klasa. Wy się do zawodówki przenieście!” itp. Szkoda gadać. Do nauczycieli trzeba mieć szacunek, ale już do uczniów nie!

  15. ~kasia pisze:

    powiem z własnego doświadczenia, nie poddawajcie się! mieliśmy problemy z panią z angielskiego- od początku wszystkie dzieci na nią zarzekały i skarżyły się .. …u mojej córeczki podejrzewano nowotwór, była operowana i przez 2 miesiące nie było jej w szkole, pierwszy dzień po powrocie pani z ang wydarła się na Młodą potwornie, że jak to ona nie potrafi i nie nadrobiła materiału!!!?! (wszyscy w szkole wiedzieli jak poważna była sytuacja, jak trudna operacja, wychowawczyni sama mówiła aby zaległościami się nie przejmować, że wspólnymi siłami poradzimy sobie- szkoła i my). padło do Młodej o kilka słów za dużo, a że byłam jednym wielkim strzępkiem nerwów wpadłam do szkoły jak tornado! nie było dla mnie argumentów, po pani z angielskiego „przejechałam walcem”, dyrektorka też się nasłuchała, i tym o to sposobem znienawidzona przez wszystkie dzieci nauczycielka już od nowego semestru ich nie uczyła :) chcę jeszcze tylko dodać że wychowawczyni słowa dotrzymała, przez kolejny miesiąc co dziennie zostawała z córką przez godzinę po lekcjach, aby pomóc jej z materiałem i już po 2 tygodniach nie było zaległości :)

  16. ~Krzysztof pisze:

    Mamy XXI wiek. Czy dzieciaki nei mogą nagrać takich lekcji i wrzucić od netu. Niech organ prowadzący zobaczy jaką kadrę zatrudnia!

  17. ~Ewelina pisze:

    ja tak miałam w liceum, nauczycielka angielskiego uwielbiała mnie gnębić, pewnego dnia zaspałam i biegłam do szkoły 2,5km ile tchu, równo z dzwonkiem wbiegłam do klasy, powietrza złapać nie mogłam, stanęłam przy ławce by ochłonąć a ona z uśmiechem na twarzy stwierdza że właśnie teraz mnie zapyta, po prostu odmówiłam bo słowa z siebie ledwo mogłam wydusić! Pod koniec liceum prosto w oczy powiedziała mi że „nie zdam matury z angielskiego, bo nic nie umiem”, oczywiście maturę zdałam z dobrymi wynikami a obecnie uczę w szkole językowej właśnie angielskiego :) na ulicy omijam ją szerokim łukiem, mam uraz do tej osoby, ale czasem miałam ochotę podejść i powiedzieć co osiągnęłam oczywiście bez jej pomocy! Pozdrawiam

  18. tak jest nadal w małych szkołach na wsiach gdzie nauczyciele to jedna wielka klika a rodzice nie maja nic do gadania…

  19. ~arta pisze:

    I jak teraz ma się sytuacja? Szkoda by było gdyby taka … baba zniechęciła dziewczynę do muzyki. Fajnie jak dzieci mają jakieś podstawy muzyczne i plastyczne – to mimo wszystko wzbogaca (nie muszą być Chopinami czy Picassami, chociaż fajnie by było ;) ). Twój wpis niestety jest kolejnym potwierdzeniem, że nauczyciele z powołaniem są w mniejszości. Taki skrajnych przypadków jak wspomniana baba na szczęście też nie jest strasznie dużo, ale są one bardziej widoczne.

    • Reggie pisze:

      Po naszej interwencji nastąpiła zmiana o 180°. Teraz już klasa z przyjemnością chodzi na lekcje muzyki. Z panią X. pojechali też na zieloną szkołę i było wszystko w porządku. Czasem wystarczy porozmawiać, może w sposób bardziej dobitny z wychowawcą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>