Mąż właściwy ma przechlapane odc. 2.

W dzisiejszym wpisie będę narzekać na ród męski, mękolić, użalać się nad sobą, przerysowywać, hiperbolizować i co tam jeszcze innego przyjdzie mi do głowy. Więc jeśli nie masz ochoty czytać wynurzeń kobiety w zaawansowanej ciąży, to w tym miejscu lepiej będzie, jak się pożegnamy :-). „Bez urazy”, jak to mówią ci wszyscy, którzy po tych słowach, chcą zasunąć komuś werbalnie w mordę.

Sam stan błogosławiony, jeśli jeszcze tego nie wiecie, bywa wkurzający na maxa. Szczególnie, jeśli nie jest się w tej uprzywilejowanej grupie, której nic się nie dzieje. Ja do niej, niestety tym razem nie należę. I suszę zęby w sztucznym uśmiechu, gdy ktoś mówi: wyglądasz kwitnąco! A jak mam wyglądać? Jak kocmołuch, co od oddzielania maku od ryżu w popiele został oderwany? Czizas, ludzie. Spinam się w sobie i nie pokazuję, że mam zgagę odkąd oko otworzę, a i czasem w nocy mnie budzi, poza sikaniem, bo to już norma. (Wpis może ocierać się o naturalizm). Że kiedy się schylam to mam wrażenie, że mi ciśnienie czaszkę otworzy, a może mam mówić, że kiedy młody pcha się tak wysoko, to przejście 50 metrów do sklepu powoduje zadyszkę i palpitacje serca?

W dodatku ostatnio „łańcuszek zdrowia” dopadł mnie ostatnią. Najpierw była Młoda smarkająca, z bolącym gardłem, stękająca na wszystko. Później mąż właściwy zaczął narzekać na złe samopoczucie, gorączkę, katar i jakieś przeziębienio podobne kataklizmy. Następnie rozłożył się Bąk. Osłabienie, rozdrażnienie, gile do kolan („Wytrzemy nosek? – Nie, jęką…” – oznajmiał, że sam się tym zajmie przy pomocy rękawa.) Myślałam, że moja odporność jest wyższa, ale i mnie dopadło to cholerstwo. Uderzyło znienacka i powaliło na kolana. W dodatku w weekend mieliśmy jechać na wieś, bo tam robót przed jesienią, co nie miara. W sumie pomyślałam, że może sam mąż właściwy pojedzie, ale perspektywa zostania samej z dwójką marudzących dzieci, nie napawała mnie optymizmem. Niestety, to nie był najlepszy pomysł. Czułam się beznadziejnie. Przeziębienie zaatakowało mnie ze zdwojoną siłą. W sobotę wyglądało na to, że kopytami się nakryję. Większość przespałam w mało komfortowych warunkach, bo dzieciaki przeszkadzały, a w dodatku myszy postanowiły się wprowadzić na zimę. Oh maj gad… Zarządziłam odwrót. Ale na niego musiałam poczekać do wieczora. Moje złe samopoczucie rosło, a wraz z nim moja furia. W dodatku, jak to ciężarna musiałam zadowolić się domowymi sposobami walki z chorobą. Wrrrr. Owszem, zażyłam coś, co ogólnie nazywane jest paracetamolem, ale w moim wypadku to pomogło, jak umarłemu kadzidło. A wsadźcie sobie ten paracetamol w … Smarkająca, kaszląca, trzymająca się za brzuch (miałam wrażenie, że młody wyskoczy sam przez powłoki brzuszne), z bolącym gardłem, słaniająca się na nogach, powitałam własne, domowe pielesze z ogromną ulgą. Na drugi dzień poczułam się lepiej. Ale to nie jest koniec. Do teraz jestem w stanie wskazującym na przeziębienie. Źle mi, ogólnie rzecz biorąc. Syrop z cebuli i czosnku działa wolno, więc w nocy dodatkowo budzi mnie kaszel (poza pozostałymi atrakcjami), źle oddycham (punkt programu sponsorowany przez macicę i gile w nosie), jestem drażliwa i sfrustrowana swoją codziennością. I tu przechodzimy do clue naszego wpisu.

Wczoraj wieczorem byłam zmęczona. Pogoda pod psem (cokolwiek to znaczy). Spacer z Bąkiem nie należał do udanych. Później gotowanie dwudaniowego obiadu (w tym – innego drugiego dla latorośli, bo dzieciaki nie będą jeść ostrego curry). Dwa prania (białe i dziecięce). Zmywarka pełna, kuchnia mała, a ja bezy zaczęłam „diełać” (bo białka już 5 dni w lodówce czekały). Mąż właściwy miał pomóc, ale jakoś nie było mu spieszno, a ja nie będę prosić po kilka razy. Wreszcie zabrałam się za prasowanie. Kaszląca, smarkająca, ledwie żywa – będę powtarzać to, jak mantrę. A mój najukochańszy mąż rzuca: „- Co robimy w weekend? Czy mógłbym w sobotę iść, jako opieka dla brata na grę miejską?” Że co? Że jak? Że co??? Mój mózg nie spracował tego w pierwszym momencie. Myślałam, że to żart jakiś, mało śmieszny może, ale mąż właściwy, przyznajmy to szczerze, królem „stand up-u” nie jest. Ale nie. Osioł brnie dalej. Mój mózg przepracowuje obrazy: gotowanie, sprzątanie, pieczenie, prasowanie, zabawa z Bąkiem, przewijanie, spacer, zakupy, pranie, zupa, zmiana ubrania, prasowanie, śniadanie, kolacja, sprzątanie balkonu, ból głowy, nóg, brak czasu na czytanie książek, na nałożenie maseczki, na ogolenie nóg, wymalowanie paznokci, zgaga, kaszel, katar… Chyba mu rozum odjęło. Wolny weekend. I zostawi mnie na… Nie, no w głowie mi się to nie mieści. Nie wspomnę, że dla siebie czasu też nie mamy. Żeby zrobić coś razem. I żeby niekoniecznie to było siedzenie na kanapie. Na pewno znacie ten obrazek z kreskówek, twarz robi się czerwona i nagle para bucha z uszu. Myślę, że dokładnie wczoraj tak wyglądałam. Wszystkie pretensje, starannie ukryte w jakimś kąciku pamięci, nagle ustawiły się w rządku do rozliczenia.

Możecie wyobrazić sobie, co było dalej…

punkty

Żeby tego było mało, Młoda walnęła ni z gruszki ni z pietruszki: „Bo ja bym wolała, byś mnie bardziej wspierała, tak mentalnie”. Chyba nie muszę mówić, że poryczałam się pod prysznicem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mąż właściwy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Mąż właściwy ma przechlapane odc. 2.

  1. Ciekawa pisze:

    czasem są takie chwile, że człowiek musi dać ujście swoim emocjom, także ściskam i rozumiem :)
    i pomimo wszystko uśmiechu życzę :)

    • Reggie pisze:

      Śmieję się już, śmieję. Ciekawa jestem, jaką minę miał mąż właściwy, jak o sobie poczytał :P

      • ~gaja81 pisze:

        Tak sobie czytam i czytam i stwierdzam, że mam podobnie. Pan małż widzi wszystko przez różowe okulary i w ogóle bardzo lajtowo podchodzi do świata. Natomiast ja kalkuluję, przewiduję, sprawdzam – zwłaszcza w kwestii dzieci. I efekt? Dzieci snują się za mną jak smród za gaciami – lekcje i nauka z mamą, spacery z mamą, pogadać z mamą, nawet spać z mamą a tata? Tata sobie wraca z pracy odpala komputer i dobrze się bawi. I też czasem mnie nosi bo dzieci by chyba chciały żebym się roztroiła a tata ma święty spokój.

  2. ~Dziewczyna z Tatuażem pisze:

    Matko.. nie ma nic gorszego niż choroba w ciąży :/

    A faceci.. no cóż.
    dzielnie znoszą humory ciążowe bo nagroda będzie najwspanialsza na świecie. ;)

  3. ineczka pisze:

    o rany…faktycznie tylko siąść i płakać

  4. atena.s pisze:

    o rany jak ja Cię rozumiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>