Trzeci oddech kaczuchy.

Tuż, tuż, wielkimi krokami zbliża się ta chwila… Termin tym razem mnie nie zaskoczy, bo został sam z siebie już ustalony. 5 grudnia i nasz kolejny syn zawita na tym padole łez. Dzisiaj wyjątkowo czuję się nawet, nawet. W nocy, owszem nie spałam przez jakieś 2 godziny, ale za to „przebiłam się” do sąsiadów i przerobiłam nasze 2 mieszkania w jedno. Okazało się, że zostaje po tym remoncie jeszcze jeden wolny pokój, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Kiedy doszłam do wniosku, że w sumie garderoba jest zawsze potrzebna każdej kobiecie, mogłam spokojnie zasnąć o 5 nad ranem.

Ogólnie – kwitnę. (Myślę, że siła tego sarkazmu mogłaby zabić.) Dzisiaj sobota i to wyjątkowa. Jesteśmy z Bączysławem sami. Mąż właściwy pojechał się dotlenić – tym razem z moim błogosławieństwem. Musi trochę się odstresować, bo potrzebuję go w pełni sił. Wiem, że ostatnio w pracy ma kwasy z panią Upierdliwą na Maxa a i w domu bomba zegarowa tyka, czasem dosyć głośno.

Młoda udała się na shopping, więc zbieram siły na jej powrót. Zakładam, że po 6-ściu godzinach, które zaplanowała z koleżankami w Galerii, padnie jak kłoda na podłogę w pokoju i będzie wyć, jaka to ona jest zmęczona. Żeby chociaż „coś” kupiła, bo wtedy będą argumenty, że jednak jej wysiłki nie poszły na marne. Światowa dama, jako formę regeneracji, ustaliła konsumpcję sushi, do którego ma zamiar przekonać przyjaciółki. Słabo to widzę… Ale w sumie cieszę się, że nie mam jej za plecami, trajkoczącej ze wszystkich sił. Ostatnimi tematami są tatuaże, kolczyki w różnych częściach ciała, kolorowe włosy i subkultury… Cały czas o tym plecie, z tak dużym natężeniem, że pobyt w szpitalu, który mnie czeka, wydaje mi się luksusowymi wczasami…

Bączysław przeżywa bunt dwulatka. Z tą różnicą, że niekoniecznie trzeba mu się sprzeciwić, by darł się w niebo głosy i rzucał się na ziemię. Czasem wystarczy na niego po prostu popatrzeć… Nie dalej, jak przedwczoraj niosłam go z apteki wydzierającego się tak, że nie było osoby, która by za nami się nie oglądnęła. I nie wiem, czy sprawił to jego wrzask, czy kuriozalny widok kobiety z ogromnym brzuchem, która niesie ryczącego dzieciaka z glutem do kolan, pod pachą… Dobrze się składa, że mamy 6 kurtek jesienno-zimowych, bo leżenie na chodniku/ulicy/trawie/błocie/klatce schodowej/w liściach Bąkowi zupełnie nie przeszkadza. Wrzask umilkł w końcu po 20-tu minutach (młody leżał w przedpokoju na podłodze), kiedy okazało się, że sen go zmorzył. Było to ciekawe doświadczenie. Najlepsze jest to, że niespecjalnie zrobiło na mnie wrażenie. Czyżbym nabyła wraz z wiekiem Bączysława grubaśnej skóry na grzbiecie?

A o mnie? Nie mam już siły. Zarządziłam przemeblowanie sypialni, by zmieścić łóżeczko dla Brzdąca. Komoda wylądowała w salonie a nasz pokój nabrał „rodzinnego nastroju”. Torba do szpitala spakowana. Kiedyś w ferworze szaleństwa pt. „zaraz urodzę”, przygotowałam wszystko i jestem zwarta i gotowa. Nie mam siły sprzątać. Wszystko leży odłogiem, co wydaje się niespecjalnie przeszkadzać mojej familii. A ja wszystko odkładam na czas: jak już urodzę… (Śmiech na sali)…

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, bo nie wiem, kiedy znowu będę miała okazję się odezwać. Trzymajcie kciuki ;-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii C'est la vie, Codzienność i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Trzeci oddech kaczuchy.

  1. ~Agni pisze:

    Rozumiem,że jako doświadczona matka przewidujesz że po porodzie będziesz miała siłę na sprzątanie i gotowanie? :D Może jak już Mąż wróci zrelaksowany to go poproś o zapasowe pranie, wysprzątanie chatki a sobie na wszelki wypadek nagotuj gar zupy i wrzuć do zamrażalnika? :) Ale, co ja się będę mądrzyć, matka pierworódka :D Pozdrawiam i trzymam kciuki.

    • Reggie pisze:

      No wiesz, po trzecim dziecku to zakładam, że w piątek cesarka a w poniedziałek szorowanie podłogi w kuchni na kolanach :D:D:D

      • ~Sylwia pisze:

        Śmiejesz się, a u mnie w sumie tak się skończyło… tylko po drugim porodzie – siłami natury :)
        Weszłam do domu po 5. dniach i jak zobaczyłam, co mąż i syn (3 latka) zrobili z mieszkaniem, to następnego dnia, zaraz po ich wyjściu i nakarmieniu Dzidzi wzięłam się za porządki :D
        Żeby było ciekawiej, przez ostatnie miesiące ciąży, to mąż sprzątał cały dom – ja tylko gotowałam i spędzałam czas z pierworodnym. Widać po prostu, że ogarnięcie dziecka i domu przerosło mężowskie siły.
        Na szczęście do tej pory (2 miesiące), wszystko wróciło do normy i sprzątanie oraz gotowanie dzielimy znów między siebie :)

        • Reggie pisze:

          Kobiety mają zmagazynowane wielkie pokłady energii :-) Poza tym adrenalina daje kopa :P Będzie dobrze. Bączysław pójdzie do dziadków, więc oni będą mieli, co sprzątać ;-)

      • ~Andrzej pisze:

        baranki mają żony? Tak synku.. http://www.almoc.pl/img.php?id=2487

  2. ~gaja81 pisze:

    Witaj,
    czytam i mam tak samo tylko, że u nas bunt dwulatka jakoś od dwóch lat się ciągnie :P Młody też dużo nie potrzebuje aby się pięknie rozryczeć, wystarczy spojrzenie starszego rodzeństwa z głupkowatym wyrazem twarzy, jakieś słowo, które akurat mu nie pasuje i show gotowy. Generalnie staram się go nie zabierać w skupiska ludzi takie jak galeria itp bo mam nauczkę, że to dla niego za dużo – za dużo ludzi, bodźców, sklepów z pierdołami …. w takich chwilach już wolę siedzieć w domu niż go brać ze sobą. I jako mama trójki dzieci stwierdzam, że wszystko jest do przejścia i wszystko przemija :) Acha i jeszcze jedno, z wiekiem jest gorzej :P Bunt dwulatka to pikuś przy wahających się nastrojach nastolatka :P

    • Reggie pisze:

      Hahhahahah. Dokładnie. Sto razy wolę rozdartego dwulatka niż pyskującą smarkulę :P:P:P (Młoda się obrazi za określenie).

      • ~gaja81 pisze:

        Jeszcze przypomniało mi się jak córa – środkowa – miała takie napady o byle co w wieku 2-3 lat, wtedy tylko za „szmaty” przenosiłam na trawnik gdzie turlała się i wrzeszczała a ja siedziałam na murku i czekałam na to kiedy jej się już znudzi :P Najlepsze były te spojrzenia gapiów, zapewne jedni myśleli : ” co za rozbestwiony bachor, by dostała po d..ie to by od razu spokój był ” ale z drugiej strony gdyby po niej dostała to : „co za matka! najlepiej dziecko uderzyć zamiast wytłumaczyć czy przeczekać” – no i bądź tu mądra matko-polko :P Fajne jest to, że z czasem i kolejnym dzieckiem nauczyłam się w takich sprawach totalnej ignorancji. Przy pierwszym synku bardzo się przejmowałam tymi napadami ale każde kolejne dziecko pokazało mi, że to jest normalny etap rozwoju i że trzeba to przeżyć :)

        • Reggie pisze:

          Też przeczekuję. Tyle, że w ostatnim miesiącu ciąży o tym, czy „posiedzimy na murku” decyduje pęcherz :D Czasem trzeba gnać do domu z wrzeszczącym szkrabem pod pachą.

  3. ~Klarka Mrozek pisze:

    tak właśnie będzie, te starsze będą sprzątać gotować i zajmować się niemowlęciem a Ty odpoczniesz;))

  4. ~karol34 pisze:

    samo życie…:) bunt dwulatka ustąpi, nastolatka dojrzeje, a Mikołaj w tym roku przyniesie cudny prezent:) uszy do góry, powodzenia:)

  5. ~k-nieidealna pisze:

    podziwiam, taka gromadka :)
    powodzenia

  6. ~kot pisze:

    A to rodzina nie ma rączek, żeby posprzątać? Żal.

  7. ~Wiktor pisze:

    Dziękuję Ci za super tekst. Mam prawie 67 lat, obecnie niestety wdowiec i „boje” z młodymi za sobą ( mieliśmy 7 ciąż ), Miło jednakże poczytać jak nowe, młodsze pokolenia radzą sobie ze stresem, ciążami i codziennością. Jak czytam robisz to świetnie …. Powodzenia, 3mam kciuki. Wiktor

    • Reggie pisze:

      Cieszę się, że miałeś się z czego pośmiać :-) Bo u mnie to dużo sarkazmu, czasem wkurzenia, ale ogólnie uwielbiam swoją rodzinę. A blog terapeutycznie działa też na innych. Pozdrawiam.

  8. ~Niki pisze:

    Czyli jednak z każdym dzieckiem wzrasta cierpliwość i wytrzymałość na płacze i krzyki? :D Bo jeśli tak to ja będę musiała zaplanować chyba z 6 dzieciaków, żeby cierpliwości nabrać… :D Pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania ;)

  9. ~Mira pisze:

    Naprawdę podziwiam Cię że masz tyle siły i cierpliwości do Bączysława :-)
    Moja mała na szczęście nie przechodziła buntu dwulatka,ale odkąd we wrześniu przekroczyła próg przedszkolny to zrobiła się naprawdę nie do wytrzymania :-(
    Życzę wytrwałości i naprawdę duuużo cierpliwości w byciu mamą :-)

    Pozdrawiam serdecznie :-)

  10. ~wolna pisze:

    po co wam te kule finansowe u nogi , wyspać sie przez nie nie można stale trzeba przy nich warować a najwięszy koszmar i gonitwa sie zaczyna jak trzeba posyłać do przedszkola i szkoły, dla mnie macierzyństwo to nic innego jak niewolnictwo,szkoda poświęcenia

  11. ~Wiktor pisze:

    Kuźwa … ! Ale mnie ruszyl Twój post, bo jestem cholerykiem … Grrrrrrrrr … Czytam Twoje słowa i własnym oczom nie wierzę, że piszesz jako Kobieta. Chyba już rzeczywiście niedowidzę na starość. Faktycznie – dzieciaki robią wiele rwetesu w domu i bałaganią i chorują i …… , ale są RADOŚCIĄ … Takie przekochane, mile, grzeczne ( jak chcą ) i piękne. A uczestniczenie w ich rozwoju to walka z samym sobą, ze znużeniem i powtarzalnością w upominaniu i tłumaczeniu, ze zmęczeniem, poświęcaniem się itd. Zarówno jako niemowlęta, jak i potem w wieku 30 lat, jak zakładają własne rodziny i gniazdują. Nie wiem ile masz lat, ale musisz być ogromnie samotna jako „wolna”. Niech – NIE nadejdą dla Ciebie takie właśnie dni i miesiące i lata jakie są moim udziałem, kiedy samotność dołuje, a największą przyjemnością jest spełnianie roli przyszywanego Dziadka … Pax et Bonum …

  12. ~Dorka pisze:

    Znam ten problem doskonale!!! Jestem mamą 2 szkrabów w odstępie 2 lat i 3 miesięcy. Starsza córka może nie okazywała buntu krzycząc i turlając się po ziemi(no kilka razy się zdarzyło), ale jej głównym problemem było sikanie. No masakra. Coś jej się nie spodobało- spodnie mokre. Czegoś nie dostała-kałuża. Dziennie szło kilkanaście par majtek. Całe szczęście teraz ma 2,5 roku i ten okres mamy za sobą… Dlatego wytrwałości życzę bo jeszcze trochę sie brzdąc pobuntuje:)

  13. ~Anulek pisze:

    Jak jeszcze miałam siłę to też Miśka brałam pod pachę i szliśmy do domu. A teraz tylko stoję i czekam aż wstanie z ziemi. Do szału za to doprowadzają mnie ludzie, którzy próbują Go zebrać i jeszcze rzucają teksty w stylu „chodź Kochanie, mama Ci nie chce pomóc, to ja Ci pomogę, nie można tak na zimnym leżeć, bo się przeziębisz, jak chcesz to chodź ze mną”. Wk…am się i awantura gotowa.
    Ostatnio tak stałam nad Miśkiem, a że długo to trwało i zaczęło mi się nudzić to wyjęłam telefon i zaczęłam czytać sobie wiadomości. Nikt mi akurat nic nie powiedział, ale miny ludzi bezcenne. A Misiek po 10 minutach wrzasku pt. „Ratunku, obdzierają mnie ze skóry” sam wstał, wytarł oczy rękawkiem, uśmiechnął się i poszedł do domu.

    • Reggie pisze:

      Bo to dokładnie tak się dzieje, najpierw „niebo spada na głowę”, a później dziecko zachowuje się, jak gdyby nigdy nic. Pozdrawiam :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>