Nie krzycz, proszę…

Mój dwulatek krzyczy. Mało powiedziane, mój dwulatek wrzeszczy. Kiedy czegoś chce – ryk, kiedy mu się coś nie udaje – ryk, kiedy zrobię coś inaczej niż on chce – ryk, kiedy jest zmęczony – ryk, kiedy powiem coś, czego nie chce usłyszeć – ryk, kiedy chce spać – ryk, kiedy nie chce spać – ryk, kiedy się ekscytuje – ryk… Mój syn umie mówić, żeby nie było, że to jego sposób komunikacji ze światem. Potrafi powiedzieć wszystko, może niektóre słowa wypowiada nieco niezrozumiale, ale czasy „kuntaśki” mamy za sobą. Nawet osoby postronne są w stanie w miarę dobrze zrozumieć Bączysława. Ale kiedy do głosu dochodzą emocje to mój syn wrzeszczy. Krzyczy tak, że mnie pęka głowa. Po całym dniu jestem zmaltretowana psychicznie. Chce mi się płakać. Nie umiem radzić sobie z jego werbalną stroną. Nie robię nic. Czasem staram się odwrócić jego uwagę – o patrz tam ciężarówka jedzie, popatrz jaki ciekawy ślad w trawie – może dinozaura, ooo tam samolot leci. Ale zazwyczaj moje próby są ignorowane i krzyko-płacz trwa nadal. Ludzie obracają się za nami na ulicy. Pancie sarkają i głośno wyrażają swe niezadowolenie: wstrętny bachor, co za dziecko, jak można tak wrzeszczeć, niech pani go uspokoi! Taaa i co jeszcze? Wstrzymać ziemię i ruszyć słońce? Podać szczęśliwe numery totka? Zwykle nie otwieram dzioba, bo tylko niecenzuralne słowa cisną mi się na usta. Tak, nie umiem uspokoić własnego dziecka. Tak nie umiem sprawić, żeby mój syn przestał krzyczeć. Jestem niewydolna wychowawczo. Z tego, co widzę, to nie ja jedna. Jednakże ta sytuacja powtarza się u nas dość często. Powoduje moją frustrację. Zwykle jestem opanowana do granic możliwości, zaciskam zęby i przeczekuję. Czasem tylko mam ochotę uciec, gdzieś daleko i odpocząć w ciszy. Czasem mam ochotę złapać taśmę klejącą i zakleić buźkę, co tak wrzeszczy. Albo krzyczeć wraz z nim. Czasem mam wrażenie, że zamkną mnie w wariatkowie, bo dłużej nie wytrzymam tego wrzasku. Mięśnie karku mam ściśnięte w twarde supły – to wynik stresu, a nie tylko złej pozycji podczas karmienia. Zastanawiam się, czy początek życia Kluski w takim hałasie nie zaważy na jego reszcie? Chyba już trochę przygłuchłam, bo natężenie decybeli na które jestem narażona na pewno jest szkodliwe. Kocham mojego syna nad życie, ale mam dość powtarzania: nie krzycz, proszę…

Ten wpis został opublikowany w kategorii O Bączysławie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

101 odpowiedzi na „Nie krzycz, proszę…

  1. ~Monika pisze:

    Podejrzewam bunt dwulatka ale nie wiem :) córka nam tego oszczedziła… Jednak zdążają się dni, że zachowuje się dokładnie tak samo jak Twój syn. W domu łatwo sobie z tym radzę bo odstawiam do pokoju i czekam aż jej przejdzie, a potem rozmawiam i tłumaczę. Na dworze nie mam pomysłu … :) a tym, że się gapią to się nie przejmuj! Tacy są ludzie :)

    • Reggie pisze:

      Mam nadzieję, że to bunt dwulatka a nie taki charakter ;-) W domu jest zdecydowanie prościej. Pozdrawiam.

      • ~Megi pisze:

        Nie ma takiego czegoś, jak „bunt dwulatka”. Zrobiłaś wielki błąd wychowawczy i teraz masz problem. Najgorsze są 3-4 latki, więc jeśli nic z tym nie zrobisz oszalejesz. Sama widzisz, że mówienie w kółko „bądź cicho” nic nie daje, więc nie rób tego. Nie możesz spełnić żadnej zachcianki, ale to żadnej, jeśli będzie wykrzyczana. Nie reaguj, ani głosem ani wzrokiem na syna, dopiero kiedy zacznie mówić normalnym tonem zwróć na niego uwagę. Pamiętaj to bardzo ważne i druga sprawa, nie żałuj go i bądź konsekwentna.

  2. ~Justyna pisze:

    Moja obecnie 15 letnia córka darła się bez przerwy na klatce, w domu, u babci czy na spacerze. Darła się tak, że wizyty sąsiadów z zapytaniem a co to się u was dzieje były na porządku dziennym a ja tylko czekałam kiedy się u nas policja pojawi ;) Kiedyś tak płakała na klatce że wyszedł sąsiad z zapytaniem Paulina czemu Ty tak krzyczysz na to moje niespełna 4 letnie dziecko mu odpowiedziało chce mi się krzyczeć to se krzyczę sąsiad szybko się schował a na zaczepki obcych w takich chwilach mówiła nie mów do mnie …. straszna była na szczęście wyrosła i teraz można się z nią dogadać na każdy temat :D więc głowa do góry musisz przeczekać a syncio na pewno wyrośnie ;)

    • Reggie pisze:

      Ooo! Mój młody na zaczepki obcych też reaguje w ten sposób: nie mów do mnie! Mówisz, że muszę czekać do 15 roku życia? :D To będziecie mnie odwiedzać na Babińskiego* :P

      * w Krakowie szpital psychiatryczny znajduje się na Babińskiego

      • ~Justyna pisze:

        Nie… myślę że aż tak długo czekać nie będziesz … dorastanie to proces powolny ale z każdym rokiem będzie lepiej :p

        • Reggie pisze:

          Hahahahha. Im dalej, tym gorzej – chciałaś chyba powiedzieć ;-)

          • ~Justyna pisze:

            Nie no nie strasz u mojej córki widzę zdecydowaną poprawę ale za to młodsza zamienia się w małą wredną bestyjkę więc możesz mieć rację :(

          • Reggie pisze:

            :D Głowa do góry! Nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej :P

    • ~Maria pisze:

      No naprawdę,ale wymyśliłaś.Gdyby raptem 3-4 maluchów zaczęło wykrzykiwać na klatce schodowej,to co normalni sąsiedzi mieliby począć?!Płacą czynsz i mają prawo do spokoju.Twój sąsiad pokazał ci,że jesteś chamem.Zapytał,bo to normalne nie jest.A potem zorientował się z kim /czym?/ ma do czynienia ,więc zamknął drzwi

  3. ~ewa pisze:

    Zapewne bunt dwulatka. Tylko nie rób tego co moja szwagierka, bo ona za każdym razem usprawiedliwiała dziecko ze ma bunt dwulatka i nic z tym nie robiła bo przeciez to normaly etap. W efekcie dziecko od kiedy skończyło rok miało bunt dwulatka, który ciagnął sie do 2,5 roku życia. Później był bunt trzylatka, czterolatka itp. A tak na prawdę jej córka była zwyczajnie niegrzeczna bo nikt jej nie wytyczył granic. U naszego 2,5 latka też zdarzają się napady wrzasku, sporadycznie ale czasem są. My spokojnie (nie krzycząc – bo to mało pedagogiczna zabraniać czegoś a samemu to robić) mówimy żeby nie krzyczał tylko powiedział spokojnie. Czasem pomaga a czasem nie. Jeśli nie pomaga to pada stwierdzenie „Nie krzycz bo jak będziesz krzyczał to pójdziesz do kąta”. Zazwyczaj to wystarcza. A jesli nie, to konsekwencja musi być. Jest kąt, odwrócenie do ściany i stwierdzenie „Będziesz mógł wyjsć z kąta jak się uspokoisz i przeprosisz”. Teraz zazwyczaj stanie w kącie trwa jakieś 2-3 minuty i jest spokój i „przepraszam” ale na początku potrafił płakac w niebogłosy kilkanaście minut i krzyczeć że „nie przepraszam” :) Po kilku razach sie to zmieniło. Takze nie ignoruj, bo to sprawia że Twoje dziecko jeszcze bardziej się denerwuje i chce zwrócić Twoją uwagę krzykiem. U nas teraz zazwyczaj wystarczy postraszyć tym kątem i w 80% pomaga. Moim zdaniem popełniasz malutki błąd. Mianowicie w momencie kiedy on krzyczy Ty idziesz i próbujesz odwrócic jego uwagę np że tam jest autko itp. Czyli z jego punktu widzenia jak on krzyczy to Ty idziesz się z nim bawić :)

    • ~Maria pisze:

      Bardzo mądra odpowiedź.Nawet za delikatna.Ona popełnia kolosalny błąd! Nie umie wychowywać.Potrzebne podręczniki,naprawdę

    • ~saba pisze:

      Kąty, karne jeże i inne metody „supernianiowe” to jest dla mnie jakieś nieporozumienie. I myślisz, że Twoje dziecko stojące w kącie uspokaja się, bo naprawdę zrozumiało swój błąd? Pomyśl.

    • Reggie pisze:

      Na spacerze ciężko postawić dziecko w kącie :-)

    • ~Eddie pisze:

      Mario, czy Ty jesteś nauczycielką? Bo wtedy zrozumiałbym. Zaznaczę, że jestem nauczycielem. Nazywanie kogoś chamem, bo mu dziecko krzyczało na korytarzu wskazywałoby na zaburzenie zdolności oceniania rzeczywistości. Idź się leczyć…

  4. ~Dorota pisze:

    Wiesz , jak moje córki krzyczą ( wrzeszczą , drą się jak by je ktoś ze skóry obdzierał itp.)
    3lat i 6 lat to ja zaczynam sobie nucić , śpiewać i mówię , że ich nie słyszę ( wiem, komicznie to wygląda na ulicy – spojrzenia otoczenia ” bezcenne ” ) ale efekt jest taki że do starszej już w ok. 70 % dociera że krzyk jest bezcelowy, a młodsza tak w ok. 20 % kapuje ,że krzykiem nie wymusi. W domu jak wrzeszczy młodsza , to i ja zaczynam udawać ,że też wrzeszczę i zaraz moje „mądre ” dziecko zdziwione ,że mama krzyczy głośniej niż ona. A jak śpiewam , to mówi ” mama nie piewaj.. ” i za chwilę przychodzi i twierdzi ,że ” już nie krzyczę … ” , a na moje pytanie , ” … ale zaraz będziesz znów wyła ?!..” – ” .. nooo taak… ” Cóż, jak twierdzi moja najstarsza latorośl (14 lat ) pewnie jestem matką – wariatką, której metod wychowawczych jeszcze szanowne ciało pedagogiczne nie odkryło, ale moi milusińscy często przechodzą na „czarną stronę mocy ” i wszelkie chwyty dozwolone , aby w względnym zdrowiu psychicznym dożyć ich osiemnastki . Na komentarze wszystkowiedzących pań uodporniłam się przy najstarszej córce , gdy usłyszałam jak jeden taki ” autorytet” uznał , że ” co to za dziecko ( czyt. ruchliwe , krzykliwe , gadatliwe itp. ) …. i .. ( tutaj padł niewybredny epitet) ” – odpowiedziałam , ” że normalne , zdrowe , ruchliwe dziecko ” . Pani zamurowana . A na przyszłość moja rada jest tak , abyś zgromadziła zapas farby do włosów , bo jakoś przy wzrastaniu dzieciaczków proporcjonalnie zwiększa się ilość siwych włosów u rodzicielki – przynajmniej u mnie . Trzymaj się .

    • Reggie pisze:

      Tak, coś na ten temat wiem (siwych włosów), w końcu mam też nastolatkę na stanie. Będę od dzisiaj śpiewać. Zobaczymy, czy pomoże. Pytanie tylko, czy sąsiedzi nie wezwą policji :P

      • ~Eddie pisze:

        Ja tak sobie myślę, że te dzieci nasze (bo nasz 4-latek dokładnie tak się zachowuje) urodziły się mądrzejsze o jeden krok ewolucji i stare metody nie działają. Mojego bez kąta słyszy osiedle, gdybym to postawił to pewnie pół miasta by się zleciało.. zresztą on w ogóle nie stopniuje krzyku. Od razu max power… Śpiew działa ale rzadko, zamykane uszy… Ale wiesz – on chyba wie, że ja nie chce interwencji z zewnatrz, że się jej obawiam i dlatego tak wrzeszczy… poczytam dalej, może ktoś znajdzie hasło do ich software’u.. Trzymaj się, głupie zdewociałe bezdzietne Marie ignoruj…

  5. ~mania pisze:

    Rozumiem Pani frustrację ale proszę zrozumieć też swoje otoczenie.Może ludzie nie chcą słuchać ryków( jak to pani określiła) dwulatka.Może zamiast nic nie robić należałoby wprowadzić system nagród i kar a przede wszystkim wprowadzić system nakazów co wolno a co nie.Nie potępiam Pani( na pewno nie jest Pani nieudolna wychowawczo-więcej optymizmu) ale przepraszam bardzo kto jak nie rodzice mają wychowywać dzieci?.Nie istnieje coś takiego jak bunt dwulatka( trzylatka,czterolatka itp itp).Po prostu dziecko musi wiedzieć ( dwulatek doskonale rozumie) ,że swoim zachowaniem przeszkadza innym.Jak się nie potrafi do tego dostosować ,ponosi konsekwencje.Powodzenia.

    • Reggie pisze:

      Mam wątpliwości, co do możliwości dostosowania się dwulatka do otoczenia. Dziękuję za życzenia.

      • ~hell pisze:

        I takie wątpliwości wykorzystane sa przeciw matce. Dwulatek doskonale rozumie, ale ciagle sprawdza granice. I tak jest ukształtowany społecznie , że dostosuje się do otoczenia.

  6. ~dolores pisze:

    to minie.. jak wszystko.. kiedys nawet za tym zatesknisz…(wiem, wiem.. brzmi niewiarygodnie ale jak przyjdzie okres nastolatka ktory zamknie sie w sobie to zobaczysz) MOj obecnie prawie 4 latek tez sie darl jak głupi.. klapsy, krzyki, proszenie nic nie pomoglo bo nie rozmial wtedy a chyba sam nie mogl sobie poradzic z emocjami.. teraz ma prawie 4 lata i tylko czasem sie drze – tzn 3-4 razy w tygodniu kilkanascie sekund:) Ludzmi sie nie przejmuj.. cisza nocna jest od 22:) glowa do góry…

    • ~Maria pisze:

      Cisza nocna bezmózgowcu,a zakłócanie porządku domowego to 2.różne sprawy.Ludzie płacą czynsz i mają prawo do spokoju o każdej porze.

      • Reggie pisze:

        Prosiłabym o nie obrzucanie się „mięsem”.

      • ~helioda pisze:

        O widzę, że Maria to wszystkie rozumy pozjadała i jest ekspertem w wychowywaniu dzieci.
        Mario albo jest Pani bardzo nieszczęśliwą osobą albo starą panną albo jedno i drugie.
        Skoro nie ma Pani dobrej rady dla zmartwionej mamy to lepiej się w ogóle Pani nie wypowiada.
        Jest to niezwykle przykre bo zazwyczaj tacy ludzie jak Pani to wszystkie swoje frustracje wyrzucają na niewinnych ludzi. Lekarz z pewnością Pani pomoże.

    • ~mmmmmm pisze:

      Klapsy za to ze dziecko nie potrafi inaczej swoich emocji wyrazic. Gratuluje. Proponuje troche poczytac o zachowaniach dzieci w tym wieku.

      • ~Dunka pisze:

        kiedyś nie było tych wszystkich książek i ludzie potrafili wychować sobie dziecko, ba! często nie jedno, a kilkoro… i źle na tym ani dziecko, ani rodzic nie wychodził. Jak się od małego nauczy, że „krzyk to wyrażanie emocji” to się potem ma problem taki jak blogerka. Z dzieckiem trzeba rozmawiać i wytyczać pewne granice i prawda jest taka, że jak dziecko się rodzica nie boi i nie czuje respektu, to mu prędzej czy później wlezie na głowę, a wtedy płacz i nerwy, bo sobie z własnym dzieciakiem poradzić nie potrafi.

    • Reggie pisze:

      Też wydaje mi się, że mój syn nie może sobie poradzić z emocjami i tylko krzyk mu pomaga w rozładowaniu. A moja Młoda już zamyka się w swojej gawrze i czasem mam wrażenie, że wyłazi z niej tylko na posiłek :D

  7. ~Ola W. pisze:

    Współczuję, wiem jakie to wyczerpujące psychicznie bo też to przeżywałam. U mnie pomogły dwie sprawy. Po pierwsze jak syn był spokojny to tłumaczyłam, że każdy ma prawo się zdenerwować, ale nie każdy sposób wyrażania złości jest akceptowalny (oczywiście słowami zrozumiałymi dla dziecka w danym wieku). Wprowadziliśmy metodę wykrzyczenia. Jak się zezłościł to miał iść do pokoju wykrzyczeć całą złość w poduszkę, wytupać w podłogę (mieszkamy na parterze), wyskakać itd. Jak mu złość przejdzie to wrócić i powiedzieć o co chodzi, co chce itd. Na początku często z nim towarzyszyłam- szliśmy i razem wrzeszczeliśmy w poduszki, skakaliśmy, tupaliśmy i robiliśmy wszystko żeby pozbyć się złości w akceptowalny sposób. Zazwyczaj kończyło się salwami śmiechu. Oczywiście inne metody, wprowadziliśmy na wyjścia np. trzy głębokie oddechy, pięć podskoków- gdzie ja spokojnym głosem liczyłam. Po drugie wyjaśniłam, że ja krzyku nie słyszę, bo mnie głowa boli od krzyku i przestaję słuchać. Byłam w tym konsekwentna: jak wrzeszczał to nie reagowałam. Jak przestał to przypominałam że krzyku nie słyszę i pytałam co chciał mi powiedzieć. To jest po prostu taki wiek kiedy dziecko zaczyna rozumieć, że nie jest pępkiem świata i go to złości, frustruje itd. i trzeba je nauczyć wyrażania złych emocji bez uprzykrzania życia. Pomogło nam, może i Wam pomoże? Powodzenia!

  8. ~SM pisze:

    daj kilka razy w dzioba gnojowi to sie sam nauczy

    • ~Mira pisze:

      Co ty wypisujesz!!!
      Jak można uderzyć własne dziecko!!!
      Zatkał mnie po prostu twój komentarz!!!
      Ciekawe metody wychowawcze proponujesz,aż w głowie się nie mieści!!!
      Jak tak traktujesz własne dzieci(dziecko) to powinni ci je zabrać!!!
      Na usta mi się cisną same niecenzuralne słowa w twoim kierunku!!!

      • ~Dunka pisze:

        Nie przesadzaj! ciebie nigdy rodzic za karę nie uderzył?? to nie jest znęcanie się, a wychowanie tak, by dziecko na głowę nie weszło. Ja dostawałam nie raz od matki, ale wiedziałam za co i drugi raz tego nie zrobiłam. I teraz za to matce dziękuję, bo nie jestem rozwydrzoną i rozkapryszoną gówniarą. Moja matka wychowała 5-kę dzieci i każde traktowała tak samo. Były kary – klapsy też i były różne nagrody. Kto na co zasłużył, ten to dostał. I dzisiaj każde z tych 5-ciorga dzieci wyszło na ludzi i ma się dobrze, więc nie uważam, by w takiej sytuacji jak ta, którą ma blogerka, że sobie z dzieckiem rady dać nie może, nie zastosować „ręcznego tłumaczenia”. Na złe na pewno obojgu to nie wyjdzie.

        • ~helioda pisze:

          Tak, krzyk to wyrażanie emocji i dzieci tak robią bo nie potrafią jeszcze nazywać problemów. Nie wiem jak Dunka – może urodziła się omnibusem i wszystko wiedziała od małego i jej młode też, czego niezmiernie gratuluję. Nasza w tym rola – rodziców i opiekunów – aby to zmieniać. Nie jest to proste. Reggie widzisz jak to jest, napisałaś super tekst, szczery i życiowy bo zapewniam, że nie jesteś odosobniona to jeszcze Ci ludzie dodatkowo wiadro pomyj na głowę wyleją bo uważają, że wszystkie rozumy pozjadali.
          Głowa do góry dzieci powinny dostać wiele miłości i zrozumienie bo dzięki temu wyrosną na wspaniałych i mocnych emocjonalnie ludzi. A każdy z nas popełnia błędy i nikt nie ma złotego środka i idealnej metody wychowawczej.

          • Reggie pisze:

            Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Dużo czasu spędzamy na spacerach i widzę, jak dzieci reagują. Poza tym sama pamiętam, jak mój młodszy brat dawał popalić moim rodzicom. A jak ktoś mówi, że kiedyś tego nie było, to chyba za dobrze nie pamięta. Poza tym dzieciaki są różne.
            Dziękuję Ci za zdroworozsądkowe podejście do tematu :-) Pozdrawiam.

        • ~Mira pisze:

          Owszem,zdarzyło mi się dostać klapsa ale nigdy przenigdy w życiu nie dostałam w twarz!!!
          I nie mogę zrozumieć takiego karania.
          Jak można uderzyć dwuletnie dziecko w buźkę…
          Przykre to jak niektórzy ludzie traktują własne dzieci…
          I jeszcze piszą,że takie zachowanie jest jak najbardziej właściwe…

      • Reggie pisze:

        Wiesz, nick wskazuje jednoznacznie: S(-ado)M(-maso) ;-)

      • ~Piotr Opolski pisze:

        Własnie Mireczko – nie uderzyć, nie karać drastycznie…………..dzis mamy juz pierwsze pokolenia wychowania bez rózgi: kibole, szaleńcy na drogach, mordercy w tym własnych rodziców.
        Uważaj na własne dzieci bo zrobią ci kuku !!

        • Reggie pisze:

          Myślisz, że jak dam klapsa Bączysławowi, to on w przyszłości mnie nie zabije? To tak nie działa.

        • ~Mira pisze:

          Panie Piotrze,po pierwsze nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na „TY”.
          Nikt o zdrowych zmysłach nie bije dziecka po twarzy tak jak pisze to „SM”
          Klapsa jeszcze jestem w stanie zrozumieć ale nie bicie.Ja nie powielam bezstresowego wychowywania dzieci,bo właśnie takie bezstresowe wychowanie widać w szkołach,na ulicach…
          Przemoc rodzi przemoc…
          Z dzieckiem trzeba dużo rozmawiać,tłumaczyć,poświęcać mu każdą wolną chwilę i myślę,że to zaowocuje w przyszłości…

  9. ~Grzesiek pisze:

    Należy być stanowczym i nie pozwolić dziecku sobą rządzić, wtedy zrozumie, że ta metoda nie działa. Ze swojej strony polecam artykuł o tym jak zwiększyć swoją pewność siebie.
    http://www.zyciowamotywacja.pl/jak-zwiekszyc-pewnosc-siebie

  10. ~Justyna pisze:

    Moja córa ma 2,5 roku. Też krzyczy jak coś chce, a ja jej nie daje. Ale to ignoruje. Udaję, że nie słyszę. To pomaga. Po paru minutach jej przechodzi. Rozmową próbowałam, ale to nie pomagało. Przeciwnie- jeszcze bardziej się darła. Więc daje jej spokój. Później przychodzi przytula się. Jak miała rok to miejscach publicznych nie było krzyku, ale siadanie na kolana, kładzenie się. Ja bez słowa ją podnosiłam, brałam za rękę. Jak tak się nie dało, to czekałam spokojnie jak jej przejdzie. Dziś już tego nie robi. Chodzę z nią do sklepu. Nie ma krzyku, że chcę to czy tamto. Jak coś bierze z półki to proszę,żeby odłożyła na miejsce i odkłada. Z początku było ciężko. Ludzie się dziwnie patrzyli, ale ignorowałam to. To moje dziecko. Ja je wychowuje. Nic nikomu do tego.
    Podstawowa zasada. Trzeba być konsekwentnym. Musisz być silna i nie dać się złamać. Ja mam jeszcze roczne dziecko, które zaczyna brać przykład siostry. Dlatego jest ważne, żeby mama była tą „dorosła osobą”.

    • Reggie pisze:

      Tu nie chodzi o sytuacje, w których coś chce materialnego. Tego u nas nie ma. Nie ma wymuszania. Jest po prostu krzyk, gdy nie radzi sobie z emocjami. Fajnie, jak matka jest „dorosłą osobą” :-)

  11. ~PodwójnaMama pisze:

    To ja może wymijająco pochwalę Mamę. Cudowny tekst, świetnie napisany, cudowna szczerość i umiejętność obiektywnej oceny sytuacji Mamo! Pocieszę, że moje „Cudeńka” (9miesięcy i 4,5 roku) też potrafią doprowadzić do szewskiej pasji. Proszę, zwalmy to na ich charakterki! Z całego serca życzę wytrwałości i cierpliwości, to minie… nie ma wyboru. Wtrącę, że podobno najlepsza na to recepta, to nie reagować, tzn. nie nagradzać malucha pozwalając osiągać mu cele takim wrzaskiem. Ale nie mądrzę się, bom nie idealna w nieustępliwości.
    Pozdrawiamy wiosennie!

  12. ~Nutka pisze:

    Sama mam syna jak podchodził do mnie i wrzeszczy zaczynam nucić jakąś piosenkę i traktuje go jak powietrze nic do niego nie mówię. Jak się uspokaja wtedy staram mu się wytłumaczyć że nie będziemy rozmawiać jak krzyczy i zachowuje się niegrzecznie. Teraz ma 3 lata i nie zdarza mi się żeby syn płakał na ulicy czy w sklepie. Nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka, trzylatka czy czterolatka. Nie jesteś złą matką jest taki etap że dziecko zdaje sobie sprawę że krzycząc może coś uzyskać i to od Ciebie zależy czy się poddasz czy nie. Na początku jest trudno ale jeśli będziesz konsekwentna to naprawdę będzie dobrze. Ludźmi się nie przejmuj jak ktoś nie ma dziecka albo jest stary jak piernik i nie pamięta jak to było nie zrozumie Cię, najlepiej ignoruj albo powiedz, że to nie jego sprawa.

  13. ~arta pisze:

    Niestety dzieci już tak mają, że wrzask im się podoba . I w ogóle są głośne :) Rady Ci nie dam, bo nie miałam takiego problemu, ale to co piszą niektóre internautki o niereagowaniu i konsekwencji brzmi sensownie.

  14. ~Ania pisze:

    Moje dziecko w wieku dwóch lat w kółko powtarzało do innych: „Jesteś głupi”, albo pluło na nich. Także ciesz się, że Twój tylko krzyczy. A jeśli ktoś mówi Ci żebyś go uspokoiła to nie zwracaj uwagi. Kuba ma teraz 4 lata i też krzyczy. Dzieci, taki ich urok. :)

    • ~Torri pisze:

      Urok, oczywiście. I na pewno to „jesteś głupi” wymyślił sam z siebie?
      To co u 2-latka jeszcze można zrozumieć, tak krzyki 4-latka jednoznacznie wskazują, że rodzice o wychowaniu dziecka mają małe pojęcie.
      Nie piszę o pojedynczym przypadku, zdarza się, ale takie zachowanie nagminnie? I jeszcze kwitowane – przecież to dzieci, taki ich urok?

    • Reggie pisze:

      Ciężko nie zwracać uwagi, jak ktoś warczy na twoje dziecko.

  15. ~helioda pisze:

    Ja mogę potwierdzi to co napisała Ola W. tupanie, krzyczenie do poduszki, skakanie ściskanie pięści bardzo pomaga mój 6 letni syn do tej pory tak robi jak ma stres lub dużo emocji, potem przychodzi się wygadać. Młodszy syn właśnie skończył rok, też krzyczy przeraźliwie zazwyczaj w autobusie i powtarzam mu jak mantrę, że tak nie wolno, reakcje ludzi są różne, zazwyczaj starsze Panie są oburzone ale ja zawsze powtarzam, że jak paniusia hrabianka to trzeba limuzynę z szoferem sobie sprawić.
    Bardzo fajna jest książka Tracy Hogg bunt dwulatka ona daje tam super rady, zajrzyj może i Tobie się przyda.
    Życzę dużo siły, konsekwencji ale przede wszystkim wiary w swoje matczyne umiejętności. One są wyjątkowe i każda mama ma je w sobie, mamy to z wyposażeniem :)

    • ~hell pisze:

      A dlaczego one mają coś robić skoro to nie one są uciążliwe dla innych? Za ścianą mam nową rodzinę. CODZIENNIE od kilku miesięcy od 19 do 21 słychać jeden wielki wrzask, darcie, spazmy, wycie i co tam jeszcze. To czas kąpieli i układania do snu. Najpierw drze się dziecko potem matka. Skala wrzasku jest szeroka. Ale mam pomysł, zacznę w tym czasie puszczać im Metalicę :) Na pełny regulator. W końcu to moje mieszkanie.

  16. ~helioda pisze:

    Aha i zapomniałam jest jeszcze taka super książka James Stephen Thomas David Dzikie stwory czyli sztuka wychowywania chłopców – jest super Twój syn jest na etapie odkrywcy. Poczytaj a przekonasz się, że wszystko minie tylko trzeba umiejętnie chłopca nakierować.

    • Reggie pisze:

      Zamówię ją sobie jeszcze dziś. Dziękuję Ci za poradę. Lubię, jak ludzie czytają ze zrozumieniem i mają coś konkretnego do powiedzenia. Pozdrawiam :-)

  17. ~Kronos pisze:

    Moja bratanica jako małe dziecko gryzła inne dzieci. Kiedy ja ją boleśnie ugryzłem wpierw było osłupienie, a potem jej niemrawy płacz. Pokazałem jej, że ugryzienie boli.
    Rzuciła mi się na pływali na podłogę wymuszając kupno batonika. W domu była paskowa ( nie mocna ) wypłata za złe zachowanie. Dwie godziny zajęło jej dochodzenie do prostych prawd życiowych, potem przyszła do mnie i mnie przeprosiła. Kiedyś w sklepie mały chłopczyk zaczął na mnie krzyczeć, nawrzeszczałem na niego równo. Potem jego mama powiedziała mi, że jego krzyki w domu jak ręką odjął. Może to Ci pomoże. Acha, jeszcze jedno, kochać dziecko, to kochać mądrze.

    • ~ola pisze:

      troche brutalne te Twoje metody wychowawcze… Bicie paskiem ani gryzienie absolutnie nie wchodzi w grę!!! serdecznie współczuje Twojej bratanicy takiego wujka, masz szczęście, że to nie Twoje dziecko, bo juz zgłosiłabym Cie do opieki społecznej i na policję. gryźć dziecko??? sam jesteś umysłowo na poziomie tego dziecka. A co do krzyczenia na obce dzieci, nie masz takiego prawa!! to nie Twoje dziecko!! Mozesz zwrócić uwagę matce, dziecku, ale abosutnie nie wolno Ci podposic na nikogo głosu, ani na dziecko, ani dorosłego. Mam wrażenie, że sam byes takim niewychowywanym dzieckiem i teraz, wciąż emocjonalnie jesteś dzieckiem. pozdrawiam

      • ~Dunka pisze:

        i co z tego że brutalne te metody wychowawcze, skoro dały pozytywny skutek? wysyłać do opieki społecznej to trzeba tych wszystkich ludzi którzy sobie z dziećmi nie radzą, a nie tych, którzy wychowują swoje dzieci tak, by wyszły na ludzi. Bo takie myślenie jak Twoje prowadzi do tego, że dzieciaki rosną, a potem przemieniają się w gówniarzy, którzy nie mają za grosz szacunku do dorosłych!

  18. ~Sabina pisze:

    Jak słyszę ten protekcjonalny ton przemądrzałych fachowców od wychowywania dzieci ogarnia mnie pusty śmiech. Mnie też trafiło się trudne dziecko. Darł się od kiedy się urodził jak syrena, byliśmy sławni na całym osiedlu. Bił inne dzieci, swojego kolegę ugryzł w pupę kiedy nie mógł go ściągnąć z huśtawki, jadł kamienie, robaki itp. Pewnego razu po interwencji starszej pani na jego wrzaski – opluł ją . Nieraz płakałam na ławce przy piaskownicy, kiedy miałam już naprawdę dość i kiedy inne dzieci pięknie się bawiły a ten mój diabełek wojował. Ech długo by opowiadać. Zawsze starałam się być konsekwentna, stanowcza , spokojna i stał się cud. Teraz to świetny czternastoletni młodzieniec, zrównoważony, pogodny, grzeczny (tfu, tfu nie zapeszyć). Z wielką pokorą podchodzę do swoich „sukcesów wychowawczych”. Bądź dobrej myśli i rób swoje, pewnie jego system nerwowy potrzebuje więcej czasu aby dojrzeć. Jeszcze kiedyś z sentymentem będziesz patrzeć na cudze diabełki jak twój trochę podrośnie.

  19. ~ada pisze:

    bunt dwulatka to pikuś w porównaniu z buntem 5-latka. :-) Moja 5 -letnia teraz córka zawsze była delikatnie mówiąc płaczliwa ale teraz…. to jakieś apogeum… wrzeszczy o wszystko o to ze coś powiedziałam albo nie powiedziałam o to ze o coś ja poprosiłam o to ze czegoś zabroniłam itd. l dlatego dziękuje za te wpisy to znaczy ze w swym cierpieniu nie jestem osamotniona i że jest nadzieja że z tego wyrośnie.

    • Reggie pisze:

      Hahahhha, przepraszam, że się śmieję, ale moja Młoda taki płaczliwy okres przechodziła parę lat temu. To było straszne. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy byłam załamana. Pozdrawiam i życzę wytrwałości :-)

  20. ~madamme pisze:

    Strasznie mi się nie podoba Twój komentarz dotyczący ludzi, którzy reagują z niesmakiem na zachowanie Twojego syna. Te „pańcie” (co za pogarda) mają rację. co więcej, Ty sama to wiesz, bo opisujesz objawy stresu, który w związku z tym przeżywasz. A przecież to Twoje dziecko, kochasz je, więc masz większą tolerancję dla jego rozmaitych zachowań. Ja jestem taką pańcią – pracuję w hałasie, stresie – więc kiedy słyszę taki wrzask, to nie jest to dla mnie przyjemne. Trochę empatii dla innych ludzi proszę!

    Każde dziecko próbuje takich metod. Nie ma jednej recepty, która działałaby na wszystkie dzieci, a Twój syn to ewidentnie tzw. rozdarciuch – uparciuch. Niestety, trzeba by wstrząsnąć kiedyś Młodym – w dowolnie wybrany sposób. Np. uprzedzić sąsiadów, że masz zamiar go odzwyczajać id darcia się i kiedy zacznie koncert – po prostu wysłać do drugiego pokoju i przestać reagować na jego wrzaski. pokrzyczy godzinę, dwie – i się zmęczy. Następnego dnia potrwa to 40 minut… trzeciego już się nie wydrze.

    • Reggie pisze:

      Inni mają prawo komentować w niewybredny sposób zachowanie mojego dziecka, ale ja nie mogę skomentować zachowania innych osób. Taka sytuacja… Pańcia? A cóż w tym pogardliwego? Ciężko wysłać dziecko do drugiego pokoju na spacerze.

      • ~madamme pisze:

        No to pańciu droga… Co ci te kobiety robią? Zwrócą uwagę, że się drze? Ależ to prawda i sama to potwierdzasz. To chyba mniej bolesne niż wysłuchiwanie ryków Twojego syna.

        Mniemam takoż, że nie przebywacie na spacerze 24h/7 ?

        Dość charakterystyczna jest Twoja reakcja- takie .. sarknięcie z zarzuceniem focha, że ktoś Cię śmie krytykować. Moje słowa nie są miłe, nie słodzę Ci, ale też nie staram Ci się dopiec. Szkoda, że tego nie widzisz. Ludzie traktują Cię tak, jak Ty sama ich traktujesz. Dzieci zaś powtarzają zachowania rodziców. Może gdyby Twoje dziecko częściej widziało uśmiechniętą twarz – byłoby pogodniejsze i spokojniejsze?

        • Reggie pisze:

          Nie mam focha, nie sarkam. Możesz mnie krytykować do woli, tylko rób to konstruktywnie. Przeczytaj ze zrozumieniem, co napisałam, zarówno we wpisie, jak i w komentarzu do Ciebie. Mówię tylko, że jeżeli ktoś w niewybredny sposób zwraca mi uwagę, syczy: „ależ ten wstrętny bachor się drze”, to mnie krew zalewa i też mam prawo do głosu. Ale na spacerze milczę, bo niczego, by nie zmienił mój komentarz. Na blogu podzieliłam się tym, bo miałam taką chęć. Mam to szczęście, że mieszkam w bloku, gdzie ludzie są pełni serca i życzliwości i zaufaj mi, nikt nie cierpi z powodu krzyku mojego syna w domu.

          • ~hell pisze:

            Ona odpowiedziała konstruktywnie. Jesteś zestresowana, to zrozumiałe. Ale pamiętaj, że Twój syn dla Ciebie jest doskonały dla innych jest nikim. Nigdy nie słyszałam by ktoś krytykował matkę z drącym się dzieckiem , ale często widze matki albo szarpiące dziecko, albo syczące do niego w bezradnej rozpaczy. Gdy jestem świadkiem „występu” odchodzę. To nie moje dziecko i nie mój problem. Chyba, że dziecko przejawia agresję w moją stronę. Wtedy reaguję i to szybko. I to raczej typowa reakcja większości ludzi. Jeśli ktoś powie, „rany ale rozwrzeszczany dzieciak” to powie tylko prawdę. Nie musisz zaraz go obrażać.

      • ~Brzydula pisze:

        To dlaczego jak zaczyna sie drzec na spacerze to nie wracasz natychmiast do domu? Dlaczego mu nie wytlumaczysz, ze absolutnie KAZDA czynnosc zostanie przerwana w momencie, kiedy zacznie sie drzec, a on trafi do pokoju? Skad on ma wiedziec, jakie sa konsekwencje jego zachowan, jak sam ich nie odczuwa?

  21. ~Torri pisze:

    To naturalne, że 2-latek sprawdza granice, niewiele jest dzieci, które tego nie robią i które chociaż raz nie próbowały krzykiem czegoś wymusić.
    Ale moim zdaniem popełniasz błąd skupiając się na synku i próbując odwrócić jego uwagę. Bo ma sygnał, że krzyk działa. On krzyczy, a Ty reagujesz, świetnie mama dała się wytresować ;)
    Zignoruj. I na spokojnie – w żadnym wypadku jak ryczy, bo i tak do niego nie dotrze – naucz go innych metod rozładowania złości, chociażby takich o jakich pisała Ola.
    Na pewno w tym momencie to nie zadziała z miejsca, będziecie musieli poćwiczyć cierpliwość, bo przecież już przyzwyczaił się, że do tej pory reakcja była.
    Zapowiedzcie, że na krzyki reagować nie będziecie i konsekwentnie nie reagujcie. To maluszek jeszcze, więc jakiś skomplikowany system kar nie jest jeszcze konieczny, sam brak Waszego zainteresowania i reakcji powinien (no, powinien, sami musicie wypraktykować, bo jednak dzieci się różnią ;) ) być wystarczającą karą ;)
    U nas młody próbował krótko, jakieś 2 tygodnie. Wrzask taki, że aż się zanosił. Ale szybko stwierdził, że to nie działa i przestał. Tyle, że od samego początku byliśmy konsekwentni, mimo tego, że serce bolało jak się na niego patrzyło ;) Taka kupka nieszczęścia ;) Po jakimś czasie może próbować znowu, u nas tego nie było, ale bywa czasem – z tym, że za każdym razem jest już łatwiej – bo wie, że nie działa, tylko sprawdza, bo a nuż.

  22. ~kitka pisze:

    Niestety u nas już tak jest, że każdy spieszy z dobrymi radami. Wkurza mnie to niemiłosiernie, teksty typu – moje dziecko jest grzeczne bo …, nie rób tak, bo go rozpieszczasz, itd. Jakoś nikt nie garnie się do pomocy fizycznej, np. zajmę się nim pół godziny – a Ty weż prysznic, spojrzę na niego w piaskownicy, a ty idż na 15 min spacer. Taka pomoc, a nie komentarze, uśmieszki – jest potrzebna.
    Bunt dwulatka – ehhh, u mnie trwa już od 20 miesiąca (syn ma obecnie 24). Przechodzi różne fazy, na początku było negowanie wszystkiego (jak się słyszy 12 h słowo NIE, to też ma się dosyć). Obecnie jest wrzask i histeria. Odnoszę wrażenie, że każdego dnia syn bada czy ustalone granice się jednak nie zmienią.
    Co dziala – u nas karą jest posadzenie na tygrysie (to taki fotelik w kształcie tygrysa). Zaczęliśmy ja stosować, jak mały zaczął w wieku 15 m-cy „maltretować” nasze koty (podchodził, łapał za ogon i ciągnął, nasze koty tylko miauczały wniebogłosy, nigdy nie zastosowały żadnej obrony). Najpierw sadzałam Małego na tym foteliku i trzymałam, cały czas powtarzając że ma karę i musi siedzieć. Teraz jak coś zmaluje biorę go za rękę i prowadzę. Zawsze mówię, dlaczego ma karę (siedzi tam max 5 min). Jak kara sie kończy jeszcze raz przypominam, dlaczego była. Podobnie jest teraz przy histerii lub próbie wymuszenia. Prowadzę na tygrysa, mówię, że nie rozmawiam z krzykaczem. Kiedy przestaje wrzeszczeć (na szczęście teraz już po kilku, kilkunastu sekundach) mówię, że jeśli chce porozmawiać, to niech nie krzyczy, ja na niego nie krzyczę, ani tata na mamę, ani mama na tatę też nie krzyczy.
    Nie jest łatwo, mam lepiej, bo syn od 2 miesięcy chodzi do żłobka. Potrzebne jest mnostwo silnej woli i żelazna konsekwencja. Powoli jednak widzę światełko w tunelu :-)

  23. ~Babcia Ania pisze:

    Szkoda, że teraz matki boją się dać w tyłek własnemu dziecku! Nie mówię o katowaniu – ale klaps, nawet solidny – nam, obecnym 50-60-latkom nigdy nie zaszkodził! I naszym dzieciom też! To, co dzieje się teraz – to obłęd, to dzieciaki zaczynają rządzić światem; a mnie naprawdę nie uśmiecha się, jak jakiś 2-3-latek wrzeszczy jak opętany – a mama stoi i sama wygląda jakby za chwilę miała dołączyć się do pociechy… Z „karnego jeżyka” to śmieją się nawet same dzieciaki – a co z nich wyrasta, to wszyscy widzimy… Kiedyś jak nauczyciel w szkole po łapach dał linijką – to matka czy ojciec jeszcze poprawili: i to miało sens, nauczyciele byli szanowani, szkoła była szkołą, a starsze panie nie wisiały w tramwaju nad młodzieżą, która rozsiadła się – i śmie jeszcze komentować, niewybrednych określeń na staruszkę używając. Nie wsiadajcie na mnie zaraz z krzykiem – w końcu ja nie mówię, że macie lać swoje dzieci, mówię tylko co ja bym zrobiła (i co robiłam) w takiej sytuacji. I ani gorsza to reakcja – ani lepsza: każdy może robić to, co uważa za słuszne. Tylko my i nasze dzieci jesteśmy już dorośli – i efekty widać. Wasze postawy owoc dopiero wydadzą, a nie jestem wcale taka pewna, czy któreś z tych „bezstresowo chowanych” dwulatków mi za 10 lat miejsca w tramwaju ustąpi… W końcu na dzień dzisiejszy – to one rządzą rodzicami…

    • Reggie pisze:

      To, że nie biję moich dzieci, nie oznacza, że nie uczę ich dobrych manier.

      • ~hell pisze:

        Nie trzeba bicia tylko konsekwencji. I myśle, że matkom przydałoby się trochę czasu dla siebie, trochę odpoczynku dla podładowania baterii i wyrównania spojrzenia.

        • ~An pisze:

          Święte słowa! Wypoczętej mamie łatwiej przychodzi konsekwentne wychowanie dzieci według ustalonych reguł. Szkoda tylko, że najbliższe otoczenie zdecydowanie chętniej krytykuje mamy za porażki wychowawcze niż udziela pomocy…
          A mój sposób na wrzaski potomstwa to odprowadzenie do oddzielnego pokoju z informacją: „możesz wyjść jak już uspokoisz się”…

  24. ~mama 3latka pisze:

    Witaj, zważywszy na fakt, że sama przechodziłam podobne akcje z moim synem (bywają jeszcze, acz bardzo rzadko i krótko, raczej w domu, nie miałam jak na razie akcji histeria w sklepie), chciałabym się podzielić moją, może nie super, ale metodą, która u mnie zadziałała. Mianowicie kucam przy dziecku i stanowczo, ale nie podnosząc głosu mówię: nie krzycz, powiedz spokojnie, bo gdy krzyczysz ja nie rozumiem co mówisz- kilka wdechów małego i próby powiedzenia przez szloch- powtarzam jeszcze raz- kotku spokojnie, powoli i spróbuj mi powiedzieć bez płaczu o co chodzi (cały czas trzymam w dłoniach obie rączki lekko, nie ściskam, kucam przed dzieckiem, by widziało moją buzie i patrzę na niego cały czas)- po kilku szlochach uspokaja się i odpowiada co chciał i dlaczego płakał. Doceniam krytykę konstruktywną, ale swego czasu do szału mnie doprowadzały komentarze cioć, mamć i wszystkich super hiper wszystkowiedzących wychowawczyń znajomych bądź nie, jakoby moje dziecko miało by mieć adhd lub aspergera- jeśli uznam, że będzie trzeba przeprowadzić taki wywiad z młodym w poradni, to go przeprowadzę, póki co nie widzę takiej potrzeby. Kiedyś nie było poradni i dzieci się wychowywały normalnie, bez zaświadczeń i papierków- nawet gdy było z nimi coś nie halo- a były takie, pamiętam choćby z podstawówki kilka przypadków. Komentarze pań w średnim wieku nie są zachęcające- szczególnie te o bezstresowym wychowaniu- skąd pierwszy lepszy spotkany na ulicy człowiek może wiedzieć cokolwiek o stosowanym przeze mnie systemie wychowania na podstawie pojedynczego ekscesu mojej pociechy? Albo kiedyś tego nie bylo- to moje ulubione- owszem było: i trudne dzieci i nieplanowane ciąże i nieporadne matki – tylko zapomniał wół jak cielęciem był i uważa, że ma prawo się wymądrzać, bo ma już to za sobą i go nie dotyczy. Kochana życzę Ci wszystkiego najlepszego, samych fantastycznych chwil z dziećmi, wytrwałości i uporu oraz nieziemskiej cierpliwości zarówno do własnych i obcych dzieci oraz do mamowych komentatorów. Ściskam Cię serdecznie, trzymaj się ciepło, damy radę- bo jak nie my to kto? :)

  25. ~Mama 3 córeczek :) pisze:

    Zachowanie Twojego synusia jest normalne,każde dziecko to przechodzi ale musisz z tym walczyć bo później mu już tak zostanie albo dojdzie rzucanie się na ziemie bo nie dostanie np.cukierka…Ja mam 3 córki,najstarsza ma 8 lat i w jej przypadku jak się tak zachowywała to wystarczyło jej powiedzieć że ma iść do pokoju i przyjść jak się uspokoi zaś średnia obecnie 5 lat była strasznie uparta i jak ją „wstawiłam” do kąta to było jeszcze gorzej ale trwałam przy swoim i po około 2 tygodniach przyniosło w końcu rezultaty :) No i mój najmłodszy szkrab ma właśnie 2,5 roku i też jej się zdarzały napady wrzeszczenia w niebogłosy i na nią działa tylko łóżeczko :) czyli jak zaczyna się drzeć i nie pomaga proszenie to biorę ją na ręce i zanoszę do jej łóżeczka (na początku jak ją zaniosłam to ona wyszła i tak w kółko ale teraz już wie że to jest jej kara) i ona w nim siedzi do czasu aż się nie uspokoi na początku myślałam że sąsiedzi zaczną wzywać policję bo darła się jak bym ją ze skóry obdzierała :) ale teraz wie że robi źle i tak nie wolno…Każde dziecko ma swój charakterek ale to od nas rodziców zależy jak się on wykształtuje,wychodzę z założenia że dzieci powinny mieć wytyczone granice i od początku swoje obowiązki,oczywiście dostosowane do swojego wieku bo to też pomaga przy „wybuchach” wrzasku :)

    Pozdrawiam i wytrwałości życzę!

    • Reggie pisze:

      Moja najstarsza córka nie urządzała takich akcji. Teraz za to daje mi nieco popalić :-) Każde dziecko jest inne.

  26. ~matkagagatka pisze:

    moje dziecko bylo identyczne plus darcie wrot 2-3 razy w nocy o byle bzdure, bo przeciez nie mozna powiedziec, ze chce sie pic tylko trzeba sie drzec. Niektore matki probuja blednego sposobu wychowawczego czyli „jak nie przestaniesz wyc to wychodze” co w pozniejszych latach skutkuje wieksza trauma z pozostawaniem bez matki w przedszkolu. Jedna moja znajoma, ktora ma grzeczne dzieci w podobnym wieku powiedziala, ze to moja wina ze dziecko sie tak drze, bo je ignoruje i dziecko chce zwrocic na siebie uwage – a brytyjska super niania w poczatkowych epizodach tlumaczy to zachowanie, wiec sobie trzeba poogladac i sie nauczyc. Jedyna recepta to wstawiac dziecko do kata az do skutku, a po paru miesiacach treningow podziala. Od minuty w kacie zadnemu dziecku krzywda sie nie stala, a metoda naprawde dziala i co najwazniejsze stan matki rowniez wraca do normy. Dodam, ze moje dziecko przeszlo zmiane o 180 stopni w wieku 2,5 lat. Trzeba tez codziennie zabierac dziecko na zabawy zeby sie wyszalalo i uczylo sie z obserwacji na innych dzieciach! Na pewno pomaga chwalenie i tlumaczenie na przykladzie dobrych zachowan innych dzieci np. „oooo zobacz jak inne dziecko pieknie sie z toba podzielilo zabawka, ty tez tak umiesz… mama bardzo sie cieszy, ze ladnie zrobiles… itp”. Trzeba dziecku troche wjechac na ambicje :P Pozdrowienia od przerabiajacych na sobie te sprawy.

  27. ~Nika pisze:

    Zapewne to tzw. „bunt dwulatka”, później będzie „bunt trzylatka” i tak dalej… :)

    Moja córka tak samo właśnie robi, o wszystko płacz, wrzask. Już czasami mam dość. Do przedszkola idziemy płacz, do sklepu idziemy, nie chce czegoś kupić płacz, chce ją wykąpać – płacz bo ona wtedy nie chce, chce, żeby szła spać – płacz.

    Ogólnie już tego jest mniej bo ma prawie 3,5 roku ale to tak jak opisujesz jest maltretowanie psychiczne matki przez dziecko :) dosyć dotkliwe. Człowiek czeka kiedy pojawi się chwila ciszy :) wolę chodzić niewyspana i posiedzieć sobie wieczorem jak mały „potworek” zaśnie, nieraz do późna niż się wyspać.

    Ja zaczęłam stosować metodę ignorowania, mówię córce, że te krzyki na mnie nie działają, że jak się uspokoi to z nią będę rozmawiać. Z początku miałam wrażenie, że mówię do ściany ale z czasem jak tak powiedziałam to ona chodziła za mną i płakała aż w końcu się uspokajała. Jeśli chodzi o sklep to w domu zaczęłam ustalać po co idziemy, że kupię tylko jedną rzecz a jak zacznie płakać to wyjdę ze sklepu i nic nie kupię. I raz czy dwa tak zrobiłam, że nic nie kupiłam jak się zaczęły krzyki tylko zwyczajnie wyszłam. Od tamtej pory trwają negocjacje bez krzyku w sklepie co bierzemy, oczywiście jedna rzecz i to dziecko musi się zdecydować co chce :) zawsze jest „no dobra, niech będzie ale jutro sobie wezmę…”

    Może nie powtarzaj w kółko nie krzycz tylko wyraź swoje zdanie, że jest Ci przykro jak krzyczy, że nie będzie rozmawiać dopóki krzyczy i że nie robi to na Tobie wrażenia. Czasami zadziała.
    Z moją córką jesteśmy teraz na takim etapie, że jak mnie nie słucha to jej mówię, że liczę do 3 i jak się nie uspokoi, czy czegoś nie zrobi to będzie kara. Zazwyczaj karą są słodycze i bajki, nieraz karą jest to, że nie idziemy do sali zabaw albo na plac zabaw.

  28. ~Monia pisze:

    Muszę się wtrącić do dyskusji, a to dlatego że mam troje dzieci i z każdym przechodziłam dokładnie podobny schemat. Wiem jedno, spokojna rozmowa i przytulenie w takich momentach działa cuda. Mój synek w wieku dwóch lat próbował krzykiem przełamać pewne granice i sprawdzić na co może sobie pozwolić. Dochodziło nawet do tego, że rzucał się na ulicy i wrzeszczał. Przez tydzień próbowałam różnych metod( krzyki,klapsy, odwracanie uwagi itp.) w końcu zapytałam o co chodzi, tak po prostu. Wykrzyczał wtedy że sam nie wie i że chyba jest na mnie zły, ale nie wie o co:) Choć bardzo nie chciał przytuliłam go mocno i powiedziałam, że i tak go bardzo kocham. Rozluźnił się wtedy i dopiero krzyk przeszedł w normalny dzieciecy rozrzalony płacz. Ukochał mnie mocno, dał buziaka i to był konie jego buntu.
    Życzę powodzenia:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>