Garść aktualności.

Wbrew pozorom żyjemy. Po prostu okazuje się, że mam strasznie mało czasu, aby wszystko ogarnąć. Podziwiam matki, które nie tylko opiekują się dziećmi i prowadzą dom, ale też oddają całą siebie (albo to, co im z siebie zostało) innym.

Z aktualności to mamy w domu przedszkolaka. Bączysław zasilił szeregi braci przedszkolnej. 2 pierwsze dni były wspaniałe. Pełen energii dreptał do przedszkola, wykazywał entuzjazm i radość z nowego odkrycia. Później był weekend. I w poniedziałek przyszedł kryzys. Już nie chciał wyjść z domu, płakał. Miał problem z rozstaniem się z mamą. Wszystkiego pochodził nieco ponad tydzień! I rozchorował się. Teraz też siedzi w domu, bo znowu Kluska jest chory i nie mam jak odholować Bąka do przedszkola. Wychowawczyni jest nim zachwycona. Mówi: „Wie pani, że to dziecko wszystko je? I surówkę i rybkę i warzywa… wszystko… I buty umie założyć i spodnie zdjąć do sikania… I ładnie rysuje i nakleja…” :-) GJENIUSZ :-D

Przedszkole niestety nie jest na naszym osiedlu. Musimy jechać do niego tramwajem. Może i niedaleko, bo 4 przystanki, ale jak aura nie dopisze, to z tych kilku przystanków robi się droga przez mękę. Przedszkole jest samorządowe. W naszym przypadku nie wchodziło w grę przedszkole prywatne. Nie oszukujmy się, ale najtańsze to wydatek ponad 700 zł plus wszelkie dodatkowe atrakcje, których w tego typu przedszkolach nie brakuje. Przy naszych obecnych dochodach i kredycie mieszkaniowym to byłoby spore wyrzeczenie. Skorzystaliśmy z dodatkowej rekrutacji, ponieważ  Bączysław nie jest jeszcze pełnym trzylatkiem i w terminie podstawowym nie kwalifikował się do przedszkola. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dostanie się do naszego osiedlowej placówki* i droga „do” i „z” przestanie być problemem. Cieszą mnie nowe stopnie rozwoju moich dzieci i to że stają się powoli samodzielnymi jednostkami.

* pisząc „placówki” mam jakiej bardzo negatywne skojarzenia, ale nie mogę wciąż powtarzać: przedszkola, przedszkola, przedszkola…

Kluska vel Brzdąc jest tak uroczym, wesołym, wciąż uśmiechniętym dzieckiem, że jak zapłacze to cały świat się zatrzymuje, bo to musi być poważna sprawa. Chodzi przy meblach, udaje mu się samodzielnie stanąć. Z komunikacją nieco słabo, wystawia palec wskazujący i mówi: tak! tak! wskazując na pożądaną rzecz :-)

Mój plan biznesowy spalił na panewce. Koleżanka, z którą miałyśmy wspólnie rozpocząć nową działalność, wycofała się w sposób mało elegancki. Początkowo byłam wstrząśnięta i wkurzona na maxa, ale teraz już mi przeszło, choć niesmak pozostał. I jak się spotykamy, to już nie jest jak dawniej. Niestety lekko ją ignoruję i musi minąć trochę czasu, zanim jej całkiem wybaczę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>