Mój chleb powszedni.

Nie wyrabiam się. Z ręką na sercu, nie wyrabiam się. Nie wiem, jak inni (a może inne?) to robią, że znajdują czas na wszystko? Przy jednym dziecku – sprawa jest szalenie prosta. Przy dwojgu – wymaga nieco logicznego planowania. Przy trojgu – to już wolna amerykanka. Nie wiem, jak to jest, gdy ma się tych dzieci jeszcze więcej… Nie chcę nawet sobie tego wyobrażać. Chociaż, jak mówią nasi znajomi, dumni posiadacze czworga – wszystko przechodzisz na jednym bólu. Może właśnie tak jest. Im więcej dzieci, tym większa amerykanka, ale ból pozostaje ten sam?

Słabo sypiam w nocy. Ogólnie mam wrażenie, że śpię w interwałach po 45 minut. Jeden mały człowiek budzi mnie do jedzenia, drugi, bo ma lęk separacyjny i wydziera się: mamo, mamo! Sprawdzając, czy na pewno go nie porzuciłam. Jak za głośno, to budzi tego, co dopiero zjadł i zabawa zaczyna się na nowo. Jak nie pójdą na kompromis, to za chwilę krzyczą już obaj, z powodu niezaspokojonych przez matkę potrzeb. I wyśpij się tu. Nie dziwię się, że ojciec czasem rano ma problemu ze wstaniem z łóżka. Chociaż myślę, że chwila wytchnienia w pracy od dzieciaków jest warta swej ceny :-)

Wychodzimy do przedszkola. Teoretycznie powinniśmy być na 9.00. Punkt. Bo wtedy zaczynają się zajęcia i nie powinniśmy wpadać w trakcie i przeszkadzać innym dzieciakom. Ale z tym to już bywa różnie. Najczęściej okazuje się, że Brzdąc walnął kupkę i trzeba go w te pędy przebrać. A zegar tyka. Jak nie zdążymy na tramwaj, który ma przystanek bliżej przedszkola, to  później muszę z wywieszonym językiem pędzić w dół estakady (chwała za Laskala). Czasem stoimy i czekamy na przystanku. Te chwile są bezcenne. Dzieciaki marudzą a ja wcieram krem w dłonie, bo w domu nie znajduję czasu na ten zabieg pielęgnacyjny. I dziękuję Bogu za piękną pogodę, bo jak nadejdą mrozy, to już nie będę się upiększać. Ale wtedy założę rękawiczki nie będę straszyć popękaną skórą…

A propos piękna, to ostatnio wpadliśmy całą ferajną do Rossmana, bo musiałam uzupełnić zapasy. Jak zwykle kupowałam schwarz mydło i powidło… Brzdąc na biodrze, Bączysław uczepiony nogawki. Młoda plącząca się za plecami. Mąż właściwy z właściwym dla siebie dystansem, daleko z tyłu. I bach, w wąskiej alejce omalże wpadliśmy na jedną panią. Elegancko ubraną, uczesaną, wyprostowaną, na obcasie. I wtedy przejrzałam się w jej oczach. Styrana matka, obwieszona potomstwem. Umalowana i owszem, ale z włosami w nieładzie, w rozklapanych balerinach, z gołymi stopami. Na wpół sportowo ubrana… O żesz ty mój… Przestrach odbił się w jej oczach i wylądował w mojej głowie.Przecież ja też kiedyś taka byłam. Elegancka, na obcasie, uczesana, w wystrzałowym płaszczu. A teraz? Co się ze mną porobiło? Dzieci mnie zjadły. Skonsumowały i wypluły.

Nie, nie żałuję. Jest świetnie. Jak na rollercoasterze, możesz krzyczeć do woli, a na końcu i tak się uśmiechasz.

W sumie to nie wiem, o czym Wam chciałam napisać. Chyba o tym, że odkryłam, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Że porządek, pranie, zakupy, gotowanie, spacery, zabawa, czas dla siebie (sic!), pomoc młodej w nauce to za dużo, jak na jeden dzień i na jedną osobę. Że odkryłam, że doby nie można rozciągnąć. Ba, nie można rozciągnąć nawet godziny.

Kiedyś znowu będę piękna i powabna, w wystrzałowej kiecce i makijażu, a na razie cieszę się chwilami, które są teraz. Tym, że Brzdąc umie już przytulać się całym sobą, tym że Bączysław sam się ubiera i jest z tego niesamowicie zadowolony, tym że czasem Młoda zaserwuje takiego suchara, że zaśmiewamy się do bólu brzucha. To moja rodzina. Moje marzenie. A to, że nie ogarniam, no cóż, trudno. Kij w oko. Idę tracić czas dla moich dzieci, bo te chwile już się nie powtórzą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność, Matka samo zło i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Mój chleb powszedni.

  1. Amen! ;-) ja jestem na początku tej przygody. Dobrze pamiętać, po co to wszystko. I dobrze wiedzieć, że można ogarnąć życie nawet z trójką ;-) pozdrawiam!

  2. Ranyy…a ja z jednym dzieckiem czuję się podobnie, a co dopiero będzie jak się rodzinka powiększy…
    „Nie, nie żałuję. Jest świetnie. Jak na rollercoasterze, możesz krzyczeć do woli, a na końcu i tak się uśmiechasz.” <- ten cytat to jest to! Kwintesencja tego co czuję :)

  3. ~Anulek pisze:

    Ja przy dwójce nie wyrabiam, a mąż przebąkuje o trzecim…
    Jak widzę na placu zabaw kobitki z dwójką maluchów, w pełnym makijażu, super ciuchach i na szpilach to się zastanawiam co ja źle robię, że mojego czasu starcza tylko na ganianie w pośpiechu z kąta w kąt z myślą „Boże, znów czegoś nie zdążyłam zrobić”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>