Hoł, hoł, hoł! Świąt nie będzie!

Uwielbiam okres przedświateczny, pełną petardę. Nie mówię tego z sarkazmem. Po prostu uwielbiam…

Ale w tym roku mnie przerosło. Wkurw osiągnął poziom maksymalny. Myślałam, że mi przejdzie, ale jest źle, bardzo źle. Nawet ubieranie choinki mnie nie cieszyło.

Wybaczcie, że Wam tak truję przed Świętami, ale po prostu muszę. Kiedy sobie pomyślę, że wiele kobiet hoduje w sobie ten gniew i rozczarowanie, to jest mi źle.

Będę generalizować i będę niesprawiedliwa. W końcu mogę. Czy Wasi faceci też mają w nosie przygotowania? Czy zawsze mają czas na wszystko, choć de facto tego czasu nie mają? Czy naprawdę dekoracje świąteczne, czysty dom i inne tam nasze „obsesje” nie mają dla nich znaczenia?

Znam męża właściwego nie od dziś i z tego względu o kupnie choinki zaczęłam mówić na początku grudnia. Bo wiem, że on z tych, co muszą pooglądać, pojeździć w różne miejsca, pooglądać, pomyśleć, zaglądnąć pod ogon, takie tam… Ok. Dziś 22-ego grudnia – choinki brak. Ubrałam starą, plastikową, chińską, wyłysiałą ohydę, bo cóż miałam zrobić? Niestety napięcie zamiast słabnąć rosło.

Pamiętacie? Mam trójkę dzieci. Jedno było w szkole, bo jasełka, klasowa Wigilia itd. Pozostała dwójka dzielnie sekundowała mi przy wieszaniu ozdób. Tzn. Brzdąc najpierw spał, ale gdy przyszło do wieszania baniek (zwanych w innej przestrzeni – bombkami), zdążył się obudzić i razem z nim wszystko szło zdecydowanie szybciej… Pomoc rozkoszna! Niestety weny mi zabrakło i choinka jakaś taka… (Zdjęcia możecie zobaczyć na fb.)

Nastrój świąteczny, zamiast wysycać sobą każdą cząstkę mego ciała, prysł. A „o mój Jezu”, zawołałam kiedy rozbiłam piękną, czerwoną bańkę o podłogę w kuchni. Również „White Christmas” w moim wykonaniu, miało zupełnie inne słowa…

Mąż właściwy zostawił na mojej głowie wszystko. Sprzątanie, dekorowanie, zajmowanie się dziećmi, pakowanie (a zapomniałam powiedzieć, że jutro wyjeżdżamy), pakowanie prezentów itd. Nie cierpię się spieszyć, nienawidzę zostawiania spraw na ostatnią chwilę. Wolę, by pewne rzeczy miały swój własny rytm i czas. Pośpiech potęguje moje zdenerwowanie, sprawia, że jestem zła i paskudna. Dokładnie taka, jak dziś. Zabija moją radość i szczęście.

W zeszłym roku przygotowałam wszystko na Wigilię, pomimo tego, że miałam małe, całkiem małe dziecko. Zdążyłam z tym wszystkim, bo miałam swój plan. W tym roku miałam nadzieję na pomoc, bo dwójka małych dzieci wysysa ze mnie energię i zabiera cały mój czas. Ale niestety zawiodłam się.

Może w przyszłym roku przygotuję dłuższą listę i poza choinką umieszczę na niej inne rzeczy?

Wszystkim zatroskanym o moją duszę muszę powiedzieć, że ona jest gotowa na Święta. O nią zadbałam. Niestety zasłono-firanki w sypialni będziemy mieć brudne, ale za to moja dusza lśni. Może to jest najważniejsze?

Ten wpis został opublikowany w kategorii C'est la vie, Mąż właściwy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>