Porządki w mysiej dziurze.

Wpis szalenie osobisty. Jeden z najbardziej osobistych na moim blogu. Uszanujcie to.

Też czasem tak macie? Nie myślicie o czymś od bardzo dawna. Wydaje się, że sprawa jest już zamknięta. Że macie już wszystko przepracowane. I nagle trach… macie to ponownie przed oczami. I znowu ten ucisk w piersi…

 

>>Kurtyna się podnosi<<

Jest wczesna wiosna. Jeszcze resztki śniegu zalegają gdzieniegdzie na skwerach. Blada trawa czeka na słońce. Młoda ma niewiele ponad trzy lata. Jesteśmy w szpitalu, bo ma mieć zabieg wycięcia trzeciego migdała. Jesteśmy same. Ex wypiął się na nas, przede wszystkim na mnie, bo zakochał się na zabój. „To wielka miłość” – jak trywialnie brzmią jego słowa w mych uszach. Boję się tego zabiegu. W końcu narkoza, to narkoza. Młoda jest moim jedynym dzieckiem. Moją rodziną. Małą, słodką dziewczynką z loczkami na główce. Udziela jej się mój niepokój. Chociaż staram się nie pokazywać tego po sobie. Dopiero, co odprowadziłam ją na blok. Siedziałam koło niej na łóżku, kiedy ją usypiali do zabiegu. Serce w piersi głośno mi łomotało. Kazali wrócić za kilkanaście minut. Biegnę na dół, by w szpitalnym kiosku kupić dużą podróbkę konika pony, wypatrzoną wcześniej przez dziecko. Wychodzę na zewnątrz, by zaczerpnąć powietrza. Czuję, jak zdenerwowanie opanowuje każdą komórkę mego ciała. Drżę ze strachu. Wyciągam telefon. Pamiętam, jak dziś, starą, granatową Nokię 3310. Wysyłam smsa do exa: „Młoda właśnie ma zabieg. Strasznie się o nią boję.”

Wracam pod salę operacyjną. Pielęgniarka mówi, że zaraz ją zobaczę. Że już jest po zabiegu. Że wszystko jest ok. Nagle widzę ją. Jest strasznie biała. Niemal przezroczysta. Żyłki na jej twarzy mocno kontrastują z  kolorem skóry. Wokół ust i nosa krwawa piana. Niemal tracę oddech. Nie spodziewałam się takiego widoku. Jest przerażający. Zbieram się w sobie. Zanim zdążę zapytać, czy mogę ją dotknąć, młoda zaczyna się trząść. „Budzi się. Niech pani ją weźmie na ręce.” Biorę swoją córkę i mam wrażenie, że jest to najgorsza chwila w moim życiu. Młoda trzęsie się niekontrolowanie. Krwawa piana i ta bladość potęgują wrażenie, że jest źle. Kołyszę ją, mówię do niej, powtarzam raz po raz jej imię. Mam ochotę krzyczeć ze strachu. Młoda zaczyna płakać. Kwili, jak niemowlę. Trzęsie się coraz mniej. Otwiera oczy. Już wiem, że to skutki narkozy i że za chwilę będzie dobrze. Z minuty na minutę jest coraz lepiej. Po półgodzinie możemy wrócić na salę. Zabieram dziecko. Ocieram krwawą pianę z jej twarzy. Całuję po głowie. Teraz ja mam wrażenie, że cała się trzęsę. Napięcie mnie opuszcza. Młoda rozpromienia się na widok paskudnego konika. Najlepiej wydane 15 zł w życiu :-) Wyciągam telefon, by napisać do exa, że już jest po, że wszystko jest ok  i czytam smsa od niego: „Daj mi odejść. Nie niszcz mojego szczęścia”. Szok i niedowierzanie. Co za … Po chwili już wiem, że nigdy mu tego nie wybaczę. >>Kurtyna opada<<

Ten wpis został opublikowany w kategorii C'est la vie, Codzienność, Młoda i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Porządki w mysiej dziurze.

  1. ~Dora pisze:

    Witam. Od Dawna zaglądam na tego bloga. A dzisiejszy wpis bardzo mnie poruszył, bo pamiętam jak sama byłam w podobnej sytuacji. Mąż też wypiął się na mnie i na chore dziecko. Nawet nie odwiedził nas w szpitalu, nie zapytał, czy coś nam potrzeba. Pamiętam, jak tydzień czasu spędziłam na krzesełku przy łóżku dziecka, patrząc, jak inni ojcowie przytulają dzieci i wspierają swoje żony. Najgorsze, że moja córka też to widziała i powiedziała, że jest jej przykro, że inni mają takich kochających ojców. Wtedy też wiedziałam, że nigdy mu tego nie wybaczę. Dziś jesteśmy po rozwodzie. Nie żałuję swojej decyzji.

  2. ~t.vik pisze:

    Zawsze w takim przypadku się zastanawiam co jest do wybaczenia, a co nie. I muszę powiedzieć, że sam nie wiem. Niby powinno się wybaczać takie „niewielkie”, „chwilowe” momenty słabości, ale z drugiej strony… Pewnie, można wybaczyć, przejść nad czymś takim do porządku dziennego, ale to jest takie uchybienie, które zostawia głęboki ślad na zawsze. I jest mi wstyd za tę część mężczyzn, którzy tak postępują – zostawiają swoje dzieci, nie przejmują się nimi, bo teraz akurat są zajęci budowaniem własnego szczęscia. To faktycznie jest obrzydliwe i w pełni rozumiem Twoją postawę.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Reggie pisze:

      Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale we mnie dzieci powodują, że odrzucam część siebie na ich korzyść. Wyzbywam się egoizmu. I ten epizod, kiedy ojciec przekłada własny interes nad interes dziecka, wywołuje we mnie złość. Staram się nie chować urazy, dla własnego dobra i dobra mojej córki. Ale ten „zadzior”, jak widać, nadal we mnie jest.

      • ~t.vik pisze:

        Zmusiłaś mnie do zastanowienia się nad tym ;)
        Czy przedkładam swoją sprawę nad sprawą dziecka? Nie mogę napisać, że absolutnie nie. Ale zależy w jakich kwestiach. W kwestii zabawy, czy raczej hobby czasami mi się zdarza nalegać – upraszać całą rodzinę, żeby wszyscy zrobili to, co ja chcę, albo żeby mi pomogli w realizacji pewnego mojego trochę egoistycznego planu. Ale to błacha sprawa i nie ma wpływu na przyszłość, a już na pewno nikogo to nie dotknie emocjonalnie. Jeśli już, to raczej będą się wszyscy cieszyć, że mąż i tata czasem ma z czegoś radochę, w którą zaangażował całą rodzinę. Natomiast w innych – poważnych sprawach jestem jak robot. Praca, druga praca, dom, wszelka praca i pomoc w domu, zabawa z dzieckiem (już tylko jednym), czytanie, przygotowanie dziecka do spania, rozmowa-opowiadanie, wstawanie w nocy do dziecka, przedszkole (mniejsza część niż moja żona) i inne sprawy. Piłki nożnej nie oglądam, telewizji w ogóle oglądam mało. Nawet trening od czterech lat kuleje. Czasem coś naskrobię na blogu, albo pooglądam filmiki na YT, ale kiedy jest na to czas. Staram się przynajmniej kilka wieczorów w tygodniu poczytać książkę. I tyle mojego w życiu :) Reszta jest wspólna i raczej po myśli rodziny. Czy napisałbym takiego mesa do swojej po rozwodzie? Na pewno nie, bo rozwój „nie mieści się na mojej kuli ziemskiej” – jak mawia mój syn :) a tym bardziej pozostawienie dzieci.
        Jak to dobrze, że spotkałaś MW! ;) :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>