Na wieki, wieków ANA…

„Nienawidzę cię! Zniszczyłaś mi życie!!!” – już nie wiem, czy to krzyczy moja córka, strasznym, obco brzmiącym głosem jakiegoś potwora, czy to ja wrzeszczę ze wszystkich sił… To nie mija. Codziennie, co chwilę słyszę ten głos. To nie omamy. To nie moja wyobraźnia. To straszny głos nowego członka naszej rodziny – ANOREKSJI.

Nikt jej nie zapraszał. A zadomowiła się. Rozgościła w naszym domu i nie chce odejść. Nie pomagają ani prośby, ani groźby. Od kilku miesięcy krzyczy w naszym domu głosem naszego dziecka. Nie umiem go wyłączyć. Nie pomagają leki, nie pomaga terapia. Psychiatra, psycholog rozkładają ręce – nie ma na to recepty, nie ma złotego środka.

Budzę się w nocy i nie mogę uwierzyć, że ten koszmar trwa. Wchodzę do jej pokoju i dziwie się spokojowi. Oddycha tak swobodnie. Włosy rozrzucone na poduszce. Twarz anioła. Smukłe nadgarstki, delikatne dłonie. Moje dziecko śpi. Wtedy mogę nacieszyć się jej „obecnością”. Bo rano nie wiem, kto wstanie. Czy będzie to moja córka, czy ona…

Nie było mnie wiele miesięcy. Chyba nawet dłużej niż rok. Nie wiem, czy wróciłam na chwilę, czy zdołam Wam opowiedzieć tę historię. Nie wiem, czy sobie poradzę. Czy znajdę w sobie siłę, czy będę mieć na to czas. Nie ma wsparcia dla rodziców dzieci chorych na anoreksję. Nikniemy w oczach zjadani przez anę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii wieków ANA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>